Fortuna 1. LigaPiłka NożnaWypowiedzi

Michał Mokrzycki: Spodziewamy się bardzo ciężkiego meczu

Niedzielne spotkanie z Ruchem Chorzów będzie szczególne dla zawodnika Łódzkiego Klubu Sportowego, Michała Mokrzyckiego. Pomocnik spędził przy Cichej 3,5 roku, a teraz pierwszy raz od momentu opuszczenia szeregów „Niebieskich”, będzie miał okazję zagrać przeciwko swojemu byłemu klubowi. W rozmowie z katowickim „Sportem” opowiedział o tym co czuje, przed tym meczem.

O oczekiwaniu na mecz z Ruchem

–  Czekam ze zniecierpliwieniem! Dla mnie, byłego zawodnika Ruchu, fajnie będzie zobaczyć się z chłopakami, sztabem, fizjoterapeutami, kierownikiem. Szkoda, że nie na Cichej, bo tam panuje totalnie inny klimat, a i warunki do samego grania byłyby lepsze niż w Gliwicach. Chyba każdy z nas ma świadomość, jaki jest stan murawy w Gliwicach. Ale nie mamy na to wpływu, przygotowujemy się normalnie, jak do każdego meczu.

O tym jakiego meczu się spodziewa

– Bardzo ciężkiego. Ruch to niewygodny rywal dla wszystkich, bardzo fizyczny, grający trzema rosłymi stoperami. Do nich w środku pola dochodzą Patryk Sikora – bardzo wysoki, silny – i Czech Jan Sedlak, też fizyczny i wybiegany. Dlatego uważam Ruch za przeciwnika nieprzyjemnego. Oglądam wszystkie mecze Ruchu, pewnie na palcach jednej ręki wyliczyłbym ten, które ominąłem. Rozmawiam ze „Szczepkiem”, innymi chłopakami, wymienialiśmy się jesienią spostrzeżeniami. Widzę, że drużyna gra trochę inaczej niż w poprzedniej rundzie, bardziej pragmatycznie. Od mojego odejścia pozmieniało się. Wtedy graliśmy na dwie „dziesiątki”, „Fosę” i „Ecika”, zawodników lubiących grę po ziemi. Teraz trener Skrobacz zmienił formację i odnoszę wrażenie, że więcej jest gry „długą” piłką.

O spodziewanym przyjęciu przez kibiców Ruchu

–  Zastanawiam się, ale nie mam scenariusza. Może będę zawodnikiem niezauważonym, może wygwizdanym, może usłyszę brawa. Jeśli tak się stanie, będzie mi miło. Jeśli będą gwizdy – trzeba to będzie wziąć na klatę.

O tym czy ŁKS trafi impet i kontrowersjach z meczu ze Stalą Rzeszów

– Bez przesady. Wiemy, jak się gra na Puszczy. Nie takie drużyny trafiły tam punkty. Ruch też by stracił, wcisnął w 93 minucie na 1:0… My strzeliliśmy ze Stalą w 90 minucie, sędzia podjął konkretne decyzje. Suma szczęścia równa się zeru. Dla mnie osobiście zabawne były komentarze z nagonką na ŁKS i stwierdzeniami, że ktoś nas przepchał. Kurczę, oglądam tę ligę, nawet w meczach Ruchu z Chrobrym czy Stalą były kontrowersyjne karne, a o tym jakoś nikt nie mówił. Sędziowie podejmują różne decyzje, w dobie VAR-u nie zawsze one od razu bywają zrozumiałe. Trzeba przyjąć, że tak po prostu jest.

O nieudanym podejściu do Ekstraklasy

– Osobiście nie twierdzę, że Ekstraklasa mnie zweryfikowała. By mnie zweryfikowała, musiałbym zagrać trochę więcej meczów. Wtedy można by stwierdzić, że faktycznie się nie nadaję. Otrzymałem niewiele minut. Osobiście uważam – po tym, jak prezentowałem się na treningach – że stać mnie na grę w ekstraklasie. Wcale nie boję się tego stwierdzenia. Osobiście twierdzę, że w środku pola Wisła Płock to topowy zespół. Na pewno top3 ekstraklasy.

O kulisach transferu do ŁKS i możliwości powrotu do Ruchu

– Pojawiały się jakieś zapytania z Chorzowa, ale Wisła bardzo długo nie chciała mnie puścić. Słyszałem, że mogę wiosną dostawać więcej szans, nie było zgody na wypożyczenie czy transfer. Jadąc na obóz nie spodziewałem się, że odejdę z Płocka, ale sytuacja stała się dynamiczna i nagle doszło do konkretów. Mocno zabiegał o mnie dyrektor sportowy ŁKS-u, odbył wiele rozmów z dyrektorem sportowym Wisły, obaj panowie – chyba mogę tak powiedzieć – znają się i przyjaźnią. Może dlatego tak łatwo było sfinalizować to wypożyczenie. Przez pół roku w Płocku trenowałem z bardzo jakościowymi piłkarzami, więc nie obawiałem się, czy pierwsza liga nie okaże się zbyt wysokim poziomem. W pierwszych pięciu kolejkach byłem podstawowym zawodnikiem ŁKS-u. Jak będzie w niedzielę – jeszcze nie wiem, ale zależy mi, by grać jak najwięcej i pomagać zespołowi.

O stałych fragmentach gry

– Mamy rozpisane, kto z jakiego miejsca uderza. Wiem, jak postraszyć Jakuba Bieleckiego [bramkarza Ruchu – przyp. red], ale on też wie o mnie bardzo dużo. Jeśli chodzi o rzuty karne, to chyba nie ma drugiej osoby, która wie o mnie tyle, co „Bielu”. Podejrzewam, że karne, które mu strzelałem, należałoby liczyć nawet nie w dziesiątkach, a setkach.  Jestem wyznaczony do karnych, ale nie jako pierwszy. Przede mną jest kilku chłopaków.

O ewentualnej grze w Ekstraklasie w barwach ŁKS

– Z Wisłą mam jeszcze rok kontraktu. Nie wiemy, jak się życie potoczy.

Cała treść wywiadu Michała Grygierczyka z Michałem Mokrzyckim jest dostępna TUTAJ.

Źródło: Dziennik Sport

Foto: ŁKS Łódź / Cyfrasport