Za słabi na „jedynkę”, za mocni na rezerwy. Jak wygląda sytuacja Kozioła i Radaszkiewicza?

Ostatnie miesiące nie były łatwe dla dwóch zawodników Łódzkiego Klubu Sportowego. Marek Kozioł stracił miejsce w wyjściowej jedenastce pierwszoligowej drużyny na rzecz młodszych bramkarzy. Maciej Raduszkiewicz z kolei błyszczał w rezerwach, ale w „jedynce” nie dostał zbyt wielu szans. Czy klub ma więc pomysł na tych piłkarzy?

Tuż po dołączeniu do Łódzkiego Klubu Sportowego przed sezonem 2021/22, Marek Kozioł szybko stał się pewnym punktem drużyny. Jego pewne interwencje wielokrotnie uchroniły „Rycerzy Wiosny” przed stratą bramek, a sam doświadczony golkiper „wybronił” dla drużyny kilka punktów. W poprzedniej kampanii miejsce Kozioła w bramce było niekwestionowane i jedynie okazjonalnie ten zmieniał się między słupkami z Dawidem Arndtem.

W tym sezonie jest jednak inaczej. Jeszcze przed pierwszym meczem nowych rozgrywek Janusz Dziedzic, dyrektor sportowy klubu, sygnalizował, że podstawowym bramkarzem ma być młodszy od Kozioła wychowanek ŁKS-u – Dawid Arndt. I na początku rzeczywiście tak było, aż przez problemy zdrowotne Arndta do bramki nie wskoczył Aleksander Bobek. Najmłodszy spośród bramkarzy w kadrze pierwszej drużyny miejsca w składzie już nie oddał.

Oprócz jednostkowego występu podczas meczu z Chrobrym Głogów, Marek Kozioł nie miał tej jesieni okazji do pokazania swoich zdolności. Jaki jest więc status doświadczonego bramkarza w drużynie?

– My z Markiem rozmawialiśmy, ja konkretnie rozmawiałem, i Marek nie był latem zainteresowany rozwiązaniem umowy. Rozumiem, że na początku Marek miał prawo być troszeczkę rozczarowany, bo od samego początku ja mu zakomunikowałem, że filozofia klubu i tutaj też moja decyzja jest taka, że będziemy stawiać na naszych młodszych bramkarzy, bo widzimy duży potencjał i chcemy dać im szansę. Natomiast Marek ma ważną umowę, nie znalazł się żaden klub chętny na jego usługi, sam też nie przyszedł do mnie, ani do prezesa, żeby tą umowę z własnej inicjatywy rozwiązać, więc jest cały czas pracownikiem klubu, pracuje z zespołem i na ten moment po prostu walczy – zapewnił nas w rozmowie Janusz Dziedzic.

Zupełnie inną rolę w klubie pełni z kolei Maciej Radaszkiewicz. Podobnie jak Kozioł, napastnik może zaliczyć do udanych sezon 2021/22, kiedy przez problemy kadrowe szturmem wdarł się do pierwszej drużyny. Dobre występy zaowocowały testami medycznymi w, wówczas ekstraklasowej, Termalice Nieciecza.

Transferu nie udało się jednak dopiąć, a Radaszkiewicz w rundzie wiosennej zaliczył siedem kolejnych występów w Fortuna 1 Lidze. Sezon 2022/23 napastnik rozpoczął już jednak w trzecioligowej drużynie rezerw, w której spisywał się rewelacyjnie – 11 bramek i 4 asysty zanotowane w 15 spotkaniach. W całej rundzie Radaszkiewicz miał też okazję trzykrotnie wystąpić na zapleczu ekstraklasy.

– Maciek miał niezłą rundę w drugim zespole. Tam się wyróżniał, myślę że na poziomie trzecioligowym naprawdę był zawodnikiem wiodącym. Miał swoje szanse także w pierwszym zespole, tutaj po rozmowie z trenerem stwierdziliśmy, że na ten moment nie ma szans, żeby wygrać rywalizację z pozostałymi zawodnikami w pierwszym zespole, stąd też decyzja trenera, żeby z Maćkiem rozmawiać i tutaj na pewno szukamy optymalnego rozwiązania. Maciek wierzy, że stać go na grę w wyższej lidze niż trzecia i zobaczymy co z tego wyniknie. Natomiast na ten moment też żadna oficjalna oferta z żadnego innego klubu nie wpłynęła – komentuje Janusz Dziedzic.

fot. ŁKS Łódź/Cyfrasport