Tomasz Salski: Do końca rundy wiosennej klub zostanie przejęty przez amerykańskiego inwestora
Tomasz Salski udzielił ciekawego wywiadu dla tygodniach „Piłka Nożna”, który ukazał się w najnowszym numerze. Sternik biało-czerwono-białych opowiedział m.in. na jakim etapie jest procedura przejęcia klubu przez amerykańskiego inwestora. Wybraliśmy dla was najciekawsze wątki tej rozmowy.
O inwestorze
– Może trudno w to uwierzyć, ale to oni znaleźli mnie. Poprzez platformę LinkedIn skontaktował się ze mną przedstawiciel rodziny Platków i tak doszło do rozmów. Jestem pewien, że doprowadzimy je do końca. Dobry wujek z Ameryki jeszcze nie jest udziałowcem. W dużej mierze ŁKS wciąż jest na barkach dotychczasowych akcjonariuszy. Ale tak, jesteśmy w procesie, cały projekt zamkniemy do końca rundy. Dotychczasowi akcjonariusze nie sprzedają udziałów panu Platkowi, tylko podnosimy kapitał, a za odpowiednie środki inwestor obejmuje nowe akcje. Nie mogę wyjawiać wszystkich szczegółów, ale Amerykanie będą mieli większościowy kapitał. Ile włożą w ten projekt? Oczekuję przynajmniej takiego samego wkładu w klub jak mój, więc około kilkunastu milionów złotych. Na razie to liczymy, więc dane nie są dokładne. Media błędnie przedstawiają, że jak włożyłem 3-4 miliony euro, to tylę dostanę i oddam swoje udziały. Powtórzę: podnosimy kapitał, a inwestor obejmuje nowe akcje. Wszystko wyjaśni się na najbliższych walnych zgromadzeniach udziałowców.
O deklaracjach Platków
– Kibice powinni się cieszyć, bo dokonujemy tego, co sobie wcześniej zakładaliśmy. Oprócz wejścia nowego udziałowca tymi założeniami były gra w Ekstraklasie, do której właśnie zmierzamy, oraz dokończenie budowy stadionu, co już zostało wykonane. Powiem tylko tyle, że jeśli rodzina Platków podtrzyma deklaracje jakie padły, ŁKS może myśleć o bardzo dobrych perspektywach na kolejne lata. Pod wieloma względami możemy stać się bardzo poważnym klubem w Polsce.

O sprzecznościach w filozofii ŁKS-u i właścicieli
– W ŁKS zgodziliśmy się co do celów piłkarskich, mam przekonanie, że będą one realizowane. Nie musi to oznaczać, że skłócą się dwie filozofię – nasza by promować wychowanków i inwestora, by sprzedawać wyróżniających się graczy. Polska jest bardzo dobrym rynkiem sprzedażowym, wielkie inwestycje infrastrukturalne w akademie pozwalają w lepszym stopniu szkolić. Liczę na to, że oprzemy naszą piłkę na młodych bez konieczności narzucania przepisu o młodzieżowcu czy Pro Junior System. Nie mam obawy, że ŁKS stanie się oknem wystawowym dla piłkarzy przed ich sprzedażą, bo jeśli tak by miało być, to znaczy, że musielibyśmy grać w europejskich pucharach, zdobywając miejsce na podium w Ekstraklasie. Taką perspektywą nasi fani chyba nie pogardzą, prawda?
O sytuacji finansowej
– Jeszcze nie jesteśmy z wszystkim na zero. Wiem, że to była rysa na wizerunku ŁKS, z drugiej strony ta sytuacja pokazała, że mieliśmy złych piłkarzy. Opóźnienia zdarzają się w wielu klubach, nad czym oczywiście ubolewam, ale nie wszędzie zawodnicy podnoszą z tego powodu takie larum. Co to znaczy, że mieliśmy złych piłkarzy? Z mentalnego punktu widzenia, nie wszyscy powinni byli znaleźć się w szatni ŁKS. Nie będę teraz personalizował swojego żalu, może kiedyś przyjdzie na to czas, ale z reguły staram się nie wspominać ludzi, z którymi na szczęście nie mam już do czynienia.
O młodych zawodnikach
– ŁKS miał i ma w składzie więcej chłopaków wychowanych i wyskautowanych w bardzo młodym wieku przy alei Unii. Nawiązujemy do naszej historii z dużo większym powodzeniem, niż można było zakładać. Mimo, że wiele lat temu było łatwiej wprowadzać do dużej piłki polską młodzież, bo nie było zagranicznej konkurencji. Aleksander Bobek i Mateusz Kowalczyk są warci tyle ile zapłaci rynek. Propozycje za tych dwóch chłopaków i Pirulo pozwalałyby odzyskać te wspomniane pieniądze.

O celach na resztę rundy
– Jesteśmy na dobrej drodze, aby wrócić do Ekstraklasy. Od razu zaznaczę: wejście inwestora nie jest uzależnione od naszej sytuacji sportowej. Gdyby jakimś cudam sie nie udało, i tak dopniemy ten biznes. Mamy trenera Kazimierza Moskala, który do nas wrócił, co nie zdarza się często w warunkach polskiej piłki. Może zabrakło mi cierpliwości, kiedy rozstawaliśmy się, spadając z Ekstraklasy przed dwoma laty. Warto tu dodać, że choć jestem akcjonariuszem, nie podejmowałem tej decyzji sam. Nie wracajmy już do tego, gdybanie nie ma sensu. Na razie dobrze rozpoczęliśmy wiosnę, w trzech meczach zebraliśmy siedem punktów i jesteśmy liderem. Jestem pewien, że jak wrócimy do Ekstraklasy to Pirulo będzie wykręcał takie same liczby jak w Fortuna 1. Lidze.
Foto: ŁKS Łódź
Źródło: Tygodnik „Piłka Nożna”
