Piłka Nożna

Od Opola do Ekstraklasy. Trzy lata w I lidze przez pryzmat meczów z Odrą

Trzeciego czerwca, po trzech długich latach, ŁKS mógł wreszcie powiedzieć „adios” I lidze. Okres od spadku do ponownego awansu do Ekstraklasy był swoistym rollercoasterem emocjonalnym dla całego biało-czerwono-białego środowiska. Od wielkich planów związanych z rychłym powrotem do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, przez problemy organizacyjne klubu i obawy związane z jego przyszłością, skończywszy na powrocie do korzeni, który zaowocował niespodziewanym awansem. Z Fortuna 1. Ligą Łódzki Klub Sportowy witał się meczem z Odrą Opole i spotkaniem z niebiesko-czerwonymi z nią się żegnał. Zerkając wstecz na wszystkie starcia z opolanami w ciągu ostatnich trzech lat widać jak na dłoni zmieniające się nastroje i klimat wokół ŁKS-u, dlatego też zapraszamy Was na podróż do krainy wspomnień, właśnie związanych z meczami z Odrą.

Sezon 2020/21

28.08.2020: Odra Opole – ŁKS Łódź 0:4

Bramki: Michał Trąbka 6′ , Samu Corral 43′, Pirulo 71′, Łukasz Sekulski 90′

Skład ŁKS: Arkadiusz Malarz – Maciej Wolski, Maciej Dąbrowski, Jan Sobociński, Adrian Klimczak – Maksymilian Rozwandowicz (69′ Jakub Tosik), Antonio Dominguez (72′ Dragoljub Srnić), Michał Trąbka (85′ Przemysław Sajdak) – Pirulo, Samu Corral (46′ Łukasz Sekulski), Adam Ratajczyk. 

Trener: Wojciech Stawowy

Spadek z ekstraklasy podrażnił nie tylko piłkarzy, ale i działaczy oraz całe ełkaesiackie środowisko – wszyscy byli zdeterminowani aby pobyt w I lidze znów okazał się jedynie rocznym przystankiem przed powrotem do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zarówno ówczesny trener, Wojciech Stawowy, jak i właściciel klubu, Tomasz Salski, głośno deklarowali, że celem ŁKS-u jest awans. Widać to także po działaniach na rynku transferowym, za które odpowiadał ówczesny dyrektor sportowy, Krzysztof Przytuła. Al. Unii opuściło zaledwie dwóch piłkarzy podstawowego składu, Jan Grzesik oraz wypożyczony do Portugalii Guima, drużynę wzmocnili za to m.in Kamil Dankowski, Jakub Tosik, Daniel Celea i wypożyczony z Legii Tomasz Nawotka. 

Mimo imperialnych planów, chyba nikt nie spodziewał się zainaugurowania nowego sezonu w takim stylu. Ełkaesiacy strzelanie rozpoczęli już w 6. minucie, a ostatecznie z opolanami wygrali na wyjeździe aż 4:0. Znana teoria, mówiąca, że zagraniczni piłkarze potrzebują pół roku na aklimatyzację zdawała się potwierdzać, wszak z dobrej strony pokazali się m.in Samu Corral oraz Antonio Dominguez, ściągnięci pół roku wcześniej, jeszcze w Ekstraklasie. Pierwszą bramkę na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej zdobył Pirulo (a dzięki regularności na zapleczu, został najlepszym strzelcem ŁKS-u w I lidze), który wcześniej, będąc w cieniu Daniego Ramireza, rotowany po różnych pozycjach, nie ukazywał pełni swoich możliwości, a teraz po trzech latach możemy śmiało Hiszpana nazywać liderem ŁKS-u.

Mecz w Opolu stanowił preludium do tego co w kolejnych miesiącach ŁKS miał zaprezentować w I lidze. „Staw-ball” odprawiał rywala za rywalem, biało-czerwono-biali pewnie wygrali niedługo później 2:0 derby Łodzi na stadionie Widzewa i od 2. do 12. kolejki byli liderami Fortuna 1. Ligi. Po czasie, niektórzy tak dobrą formę łodzian argumentują tym, że trener Stawowy już w końcówce poprzedniego sezonu prowadził swoim piłkarzom zajęcia odpowiadające przygotowaniom do kolejnych rozgrywek, kosztem walki w Ekstraklasie (która już wtedy wydawała się stracona), a przez krótką przerwę międzysezonową było to handicapem względem reszty stawki. Niezależnie od tego, ile w tym racji, po bolesnym czasie spędzonym w najwyższej klasie rozgrywkowej, oglądanie ŁKS-u znów stało się przyjemnością, a wyniki korespondowały z odważnymi hasłami rzucanymi przez piłkarzy, trenera i działaczy klubu z al. Unii. Jak się później okazało, wszystko się jednak kończy…

Fot. ŁKS Łódź/Cyfrasport

27.02.2021: ŁKS Łódź – Odra Opole 2:1

Bramki: Piotr Janczukowicz 6′, Łukasz Sekulski 22′ – Konrad Nowak 62′

Skład ŁKS: Arkadiusz Malarz – Maciej Wolski, Carlos Moros Gracia, Jan Sobociński, Adrian Klimczak – Maksymilian Rozwandowicz (82′ Jakub Tosik), Antonio Dominguez, Mikkel Rygaard (82′ Tomasz Nawotka) – Pirulo (54′ Michał Trąbka), Łukasz Sekulski (77′ Ricardinho), Piotr Janczukowicz (76′ Piotr Gryszkiewicz).

Trener: Wojciech Stawowy

Po niemal pół roku ełkaesiacy znów spotkali się z Odrą Opole, tym razem w roli gospodarza, choć już w innych nastrojach, niż przy okazji inauguracji sezonu. Ostatnie kolejki rundy jesiennej nie były łatwe dla biało-czerwono-białych, którzy nie tylko mierzyli się z kryzysem formy, ale i zdrowotnym (w tym z szalejącym w całym zespole COVID-em), co przełożyło się na to, że stracili fotel lidera na rzecz Termaliki. Zimą działacze ŁKS-u chcieli pomóc szczęściu i wzmocnić skład „gwiazdami”, które miały zapewnić łodzianom upragniony awans. Do drużyny dołączyli Mikkel Rygaard, Ricardinho oraz Adam Marciniak, dokonano także transferu na osłabioną po odejściu Adama Ratajczyka „pozycję” młodzieżowca. Ostatecznie, po latach to właśnie Piotr Janczukowicz wraz z Marciniakiem, wychowankiem klubu, we dwójkę ostali się z tego zimowego zaciągu po dziś dzień w ŁKS-ie i dołożyli ważną cegiełkę do awansu.

Atmosfera wśród biało-czerwono-białych tym bardziej była napięta, gdyż nie zaliczyli dobrego początku roku w meczach o punkty. Co prawda w Pucharze Polski z Legią Warszawa (2:3) nie pokazali się ze złej strony – debiutanckiego gola zdobył Janczukowicz, nad Rygaardem, kręcącym piękne kółeczka, wszyscy jeszcze cmokali z zachwytu, a przegrano dopiero po bramce w 85. minucie – ale boleśnie zderzyli się z ziemią w meczu z GKS-em Tychy, z którym przegrali 0:3 na własnym stadionie. 

Początek spotkania z Odrą ułożył się świetnie – szybko kolejną bramkę w biało-czerwono-białych barwach zdobył Janczukowicz, do tego piękne trafienie dołożył Sekulski, później jednak spotkanie zaczęło się wymykać spod kontroli. W drugiej połowie, po błędzie przy próbie rozegrania przez bramkarza (jakże typowym dla ówczesnego ŁKS-u) gola kontaktowego zdobyli opolanie, a w końcówce, po drugiej żółtej kartce, boisko opuścił Jan Sobociński. Pierwiastek „magii” pokazał za to debiutujący Ricardinho, który próbował zdobyć bramkę po strzale „z krzyżaka”. Mimo nerwówki, morale w ełkaesiackiej społeczności mogły podnieść się nieco przed kolejnymi derbami Łodzi, które okazały się ostatnim meczem przy al. Unii dla trenera Wojciecha Stawowego. Szkoleniowiec, już po zakończeniu nieudanych dla łodzian rozgrywek, których bolesnym finałem było barażowe spotkanie z Górnikiem Łęczna (kogo z nas nie przechodzą dreszcze na dźwięk nazwiska Krykun?), twierdził, że gdyby dalej kontynuował swą pracę to wprowadziłby ŁKS do Ekstraklasy. Jak naprawdę by było? O tym już nigdy się nie przekonamy.

Sezon 2021/22

5.11.2021: Odra Opole – ŁKS Łódź 3:0

Bramki: Mateusz Marzec 9′, Maciej Wróbel 40′, 49′

Skład ŁKS: Michał Kot – Mateusz Bąkowicz, Mieszko Lorenc, Adam Marciniak, Bartosz Szeliga – Oskar Koprowski (55′ Jan Kuźma), Antonio Dominguez (81′ Damian Nowacki), Pirulo – Javi Moreno (71′ Piotr Gryszkiewicz), Stipe Jurić (55′ Samu Corral), Maciej Wolski (55′ Maciej Radaszkiewicz).

Trener: Kibu Vicuna

W jakże innych nastrojach ŁKS przystępował do kolejnego spotkania z Odrą Opole. Po barażowej klęsce wydawało się, że latem szatnię opuszczą najdrożsi, a zarazem najbardziej jakościowi piłkarze, aby uchronić budżet, który przez kolejny rok nie zostanie wzmocniony dzięki silnemu zastrzykowi gotówki z praw telewizyjnych do Ekstraklasy. Tym większe zaskoczenie wśród kibiców mógł wywołać fakt, że kadra biało-czerwono-białych nie została znacząco osłabiona, a co więcej, pojawiły się nowe wzmocnienia. Jak w kolejnych miesiącach się okazało, miało to swoje konsekwencje. Pierwsze informacje na temat problemów finansowych zaczęły pojawiać się na przełomie września i października, ale pierwszy efekt z przełożeniem na aspekt sportowy, objawił się zaledwie 2 dni przed meczem z Odrą. ŁKS ogłosił, że Mikkel Rygaard rozwiązał kontrakt z winy klubu. 

Do starcia z Odrą ełkaesiacy podchodzili mocno pokiereszowani – dosłownie i w przenośni. Nastroje związane z wynikami uzyskiwanymi przez ełkaesiaków na boisku (z ostatnich przed tym spotkaniem meczów – remis w derbach po prowadzeniu 2:0 czy remis 1:1 u siebie z Górnikiem Polkowice), które przekładały się wówczas na 9. miejsce w tabeli, które było dalekie od celu deklarowanego przez klub, czyli awansu. Zespół dręczyły kontuzje, które w szczytowym momencie wyłączały z gry niemal piętnastu zawodników, stąd dość awaryjne zestawienie pierwszej jedenastki i ławki rezerwowych na mecz w Opolu. 

Nie ma potrzeby przesadnie rozpisywać się nad tym meczem – kuriozalna postawa ŁKS-u w obronie, pasywność i bezradność w pozostałych formacjach sprawiły, że opolanie nie mieli żadnego problemu z wpakowaniem trzech bramek biało-czerwono-białym. Nadciągająca przerwa zimowa i zaległy mecz w zapasie dawały nadzieje na to, że uda się jeszcze poskładać ekipę z al. Unii do kupy i pokazać się z lepszej strony wiosną. Niestety, nie to futbolowi bogowie mieli w planach.

15.05.2022: ŁKS Łódź – Odra Opole 0:4

Bramki: Łukasz Kędziora 8′, Dawid Czapliński 10′, Tomas Mikinić 60′ (k), 66′ (k)

Skład ŁKS: Marek Kozioł – Mateusz Bąkowicz (46′ Mateusz Kowalczyk), Maciej Dąbrowski, Oskar Koprowski, Adrian Klimczak – Maksymilian Rozwandowicz (46′ Jakub Tosik), Michał Trąbka, Pirulo – Maciej Wolski (46′ Kamil Dankowski), Maciej Radaszkiewicz (75′ Stipe Jurić), Piotr Janczukowicz (60′ Javi Moreno).

Trener: Marcin Pogorzała

Powiedzmy to sobie wprost – wiosną 2022 roku wszystko co mogło pójść źle, to poszło. Zamiast zapowiadanego marszu ku górze tabeli, po dwóch wiosennych meczach został zwolniony trener Kibu Vicuna, a jego miejsce w roli tymczasowego trenera zajął Marcin Pogorzała. Wyniki nie uległy większej poprawie, za to ŁKS koncertowo popisał się na nowootwartym stadionie, przegrywając 0:1 z Chrobrym Głogów, a niecałe dwa tygodnie później w derbach Łodzi tym samym wynikiem (nietrafiona setka Corrala zapewne niejednego długo dręczyła). Nie lepiej było po stronie organizacyjnej – na kilka dni przed pojedynkiem z Widzewem kontrakt z winy klubu rozwiązał Antonio Dominguez, następnie dwa dni przed meczem z Odrą dołączył do niego Ricardinho. Szukając jakichkolwiek pozytywów z tamtych czasów, można powiedzieć, że dzięki konferencji prasowej ówczesnego dyrektora sportowego, do kanonu ełkaesiackich cytatów dołączyło „cmokanie z zachwytu”, użyte w kontekście pierwszych meczów Javiego Moreno. Choć żarty na bok, trzeba pamiętać, że to właśnie podczas rundy wiosennej pierwsze kroki w I lidze zaczął stawiać wówczas Mateusz Kowalczyk, którego zdecydowanie można zaliczyć do jednego z najlepszych transferów Krzysztofa Przytuły, któremu trzeba oddać, że miał oko do młodych i nieoczywistych zawodników.

Do samego meczu z Odrą Opole łodzianie przystępowali po dwubramkowym zwycięstwie z Górnikiem Polkowice na wyjeździe. To dawało jeszcze nadzieję na to, że ełkaesiacy w końcówce sezonu wywalczą szansę gry w barażach, a jak wiemy doskonale, w nich wszystko jest możliwe. Byli nawet tacy, którzy długie godziny poświęcili na to, aby wyliczyć przy kilkudziesięciu scenariuszach meczów rywali ŁKS-u o miejsce w pierwszej szóstce, w ilu to biało-czerwono-białym uda się ta sztuka. Problemem okazało się to, że cała ta matematyka opierała się na założeniu, że „Rycerze Wiosny” wygrają swoje ostatnie dwa spotkania. Nadzieje na to prysły zaledwie po 10 minutach meczu z Odrą, kiedy to przyjezdni wpakowali dwie bramki między słupki Marka Kozioła. Zrezygnowani, wręcz apatyczni piłkarze nie dawali nadziei na odwrócenie wyniku. Przelewać czarę goryczy mógł tym bardziej fakt, że to opolanie, nie deklarujący głośno od samego początku takich ambicji, na koniec sezonu zajęli miejsce dające prawo do gry w barażach o Ekstraklasę. Ostateczny wynik, 0:4, przy całkowicie pustych trybunach Stadionu Króla, nie zapowiadał tego, że rok później kibice wypełnią je przy okazji świętowania awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak to w ŁKS-ie, życie potrafi zaskoczyć.

Sezon 2022/23

5.11.2022: Odra Opole – ŁKS Łódź 1:2

Bramki: Mateusz Marzec 71′ – Kamil Dankowski 14′, Stipe Jurić 84′

Skład ŁKS: Aleksander Bobek – Kamil Dankowski, Nacho Monsalve, Adam Marciniak, Artemijus Tutyskinas (79′ Damian Nowacki) – Władysław Ochrończuk, Mateusz Kowalczyk, Michał Trąbka (68′ Dawid Kort) – Pirulo (68′ Oskar Koprowski), Piotr Janczukowicz (90′ Kelechukwu Ibe-Torti), Bartosz Szeliga (79′ Stipe Jurić).

Trener: Kazimierz Moskal

Kolejny raz można powiedzieć, że po pół roku spotkały się drużyny znajdujące się w dwóch zupełnie różnych punktach. Latem w ŁKS-ie nadszedł czas wielkich zmian – z biało-czerwono-białymi po latach pracy pożegnał się Krzysztof Przytuła, nowym-starym trenerem pierwszej drużyny został Kazimierz Moskal, nieco przemodelowano kadrę zespołu, a klub otworzył się na bliższą i bardziej otwartą komunikację z kibicami. Postanowiono wrócić do podstaw – ciężka praca, skromność i patrzenie tylko i wyłącznie na kolejny mecz. Mówią, że historia nie powtarza się dwa razy, jednak znów „Rycerze Wiosny” w sezonie nazwanym przejściowym, włączyli się do walki o awans do Ekstraklasy. Dość niespodziewanie, mało by rzec, że większość zakładała, że ŁKS będzie walczył w środku stawki, a co poniektórzy pseudoeksperci uważali, że łodzianie będą bić się o utrzymanie. Opolanie zaś walczyli o utrzymanie, co stanowiło dość mocną kontrę do wyniku osiągniętego przez nich w poprzednich rozgrywkach.

Faktycznie, początek nie był łatwy, bo mało kto po inauguracyjnej porażce z GKS-em Katowice sądził, że ełkaesiacy będą walczyć w tym sezonie o duże cele. Zadziałały tutaj jednak pryncypia trenera Moskala – ciężka praca, skupienie na najbliższym meczu i brak głośnych deklaracji, w połączeniu z powolną odbudową mentalności piłkarzy przyniosły efekty. Biało-czerwono-biali zaczęli marsz w górę tabeli, osadzając się w jej czubie. Oczywiście, nie zabrakło wpadek czy krótkiej serii remisów, jednak nie zmienia to faktu, że w końcu coś zaczęło się zmieniać. Widać było także powolne odbudowywanie zaufania wśród kibiców, które przekładało się na stopniowe zwiększanie się frekwencji na Stadionie Króla, którego był to pierwszy pełny sezon funkcjonowania przy otwartych czterech trybunach. Kulminacyjnym punktem w tej kwestii był jesienią mecz z Arką Gdynia – świetne widowisko sportowe, w którym ełkaesiacy pokazali charakter i wywalczyli trzy punkty, przed jedenastoma tysiącami kibiców.

Tym razem więc do Opola ełkaesiacy pojechali w dobrych nastrojach i nie zawiedli tam. Szybko strzelona bramka po sprytnie rozegranym stałym fragmencie pozwoliła na objęcie kontroli nad spotkaniem na długi czas. Łodzian nie podłamała nawet bramka stracona w 71. minucie, a wiemy doskonale, że reakcja na wypuszczenie prowadzenia było przez lata bolączką biało-czerwono-białych. Ten ŁKS Kazimierza Moskala pokazał nie raz, że jest wytrwały i skupiony na walce do samego końca (w całym sezonie łodzianie w meczach, w których tracili prowadzenie bądź przegrywali, wywalczyli w sumie 19 punktów) i dowód na to także znalazł się w Opolu. Gol Stipe Juricia nie tylko kontynuował zwycięską passę „Rycerzy Wiosny„, ale także wprowadził ŁKS na fotel lidera, którego do końca rozgrywek już nie opuścili.

3.06.2023: ŁKS Łódź – Odra Opole 1:0

Bramki: Pirulo 23′

Skład ŁKS: Aleksander Bobek – Kamil Dankowski, Maciej Dąbrowski (90′ Maciej Śliwa), Adam Marciniak, Artemijus Tutyskinas – Michał Mokrzycki (18′ Władysław Ochrończuk), Michał Trąbka (70′ Dawid Kort), Mateusz Kowalczyk – Pirulo, Piotr Janczukowicz (46′ Stipe Jurić), Bartosz Szeliga (46′ Kelechukwu Ibe-Torti).

Trener: Kazimierz Moskal

Każdy kibic ŁKS-u, nie tylko ci, którzy 3 czerwca 2023 roku przybyli tłumnie na trybuny Stadionu Króla dopingować piłkarzy w ostatnim meczu sezonu i świętować awans, ale też ci, których tego dnia zabrakło przy al. Unii – wszyscy razem odczuwaliśmy wielką radość, ale i zapewne wielką ulgę, że skończył się pewien etap historii Łódzkiego Klubu Sportowego. 

Droga do tego nie była łatwa. Wiosną zdarzały się mecze lepsze, ale bywały też gorsze, co szczególnie działo się na wyjazdach, choć nie można zapominać, że właśnie po takim meczu, wywołującym zgrzyt zębów, wyszarpanym w bólach, w Gdyni po bramce chłopaka, który dopiero co zdawał maturę, wywalczyliśmy upragniony awans. Każda kolejna kolejka, w której ŁKS pozostawał liderem I ligi sprawiała, że coraz mocniej zaczynaliśmy wierzyć. Po kolejnym fenomenalnym widowisku, meczu na szczycie, pełnym dramaturgii, kiedy „Rycerze Wiosny” pokonali Wisłę Kraków 3:2, wkładaliśmy już szampany do lodówek. Wiary i siły biało-czerwono-białej armii nie złamała nawet wpadka w Niepołomicach z Sandecją – odczekaliśmy swoje, wręcz wycierpieliśmy swoje, aby wreszcie przy pełnym stadionie świętować powrót do piłkarskiej ekstraklasy. Takie hitowe spotkanie, jak to z Wisłą, było tym na co zasługiwał Stadion Króla i kibice ŁKS-u, swoista rekompensata za bolesne doświadczenia związane z otwarciem obiektu przy al. Unii, a wręcz „otwarcie v.2”.

Symboliki w pozytywnym finiszu sezonu 2022/23 jest wiele. Pierwszą bramkę na w pełni otwartym Stadionie Króla (a także ostatnią przed otwarciem) i finalne trafienie przypieczętowujące awans dał młody Mateusz Kowalczyk. 19-latek, który dopiero co pisał maturę, dwa lata temu został ściągnięty z IV-ligowej Ząbkovii Ząbki, był na niego jasny plan rozwoju, a teraz to właśnie on postawił kropkę nad „i” w powrocie ŁKS-u do Ekstraklasy. Nie można też zapominać o strzegącym bramki ełkaesiaków Olku Bobku, chłopaku stąd, z przeplatanką w sercu – klub z al. Unii robi to co przed laty robił najlepiej, czyli wychowuje i szlifuje młode talenty. Swoiste odkupienie dostali trenerzy Marcin Pogorzała, Paweł Drechsler i Michał Zapart – w poprzednim tragicznym z wielu względów sezonie zostali wrzuceni na zbyt wysokiego konia, zbyt szybko, bez doświadczenia, a dziś pod okiem doświadczonego szkoleniowca to właśnie dzięki ich wspólnej ciężkiej pracy, jako całego sztabu, piłkarze wywalczyli ekstraklasę. Warto pamiętać o tym, że bez ludzi nie ma naszej ukochanej piłki, zarówno bez kibiców, jak i tych, którzy w niej pracują. Radość na twarzach trenerów, zestawiana ze smutkiem po otwarciu stadionu z Chrobrym, czy przegranych derbach, cieszy tym mocniej. Nie zapominajmy też o piłkarzach – w dużej mierze to przecież niemalże ci sami ludzie, którzy rok temu wręcz przybici snuli się po murawie, zakończyli sezon jako mistrzowie I ligi. Z zasłużonymi honorami pożegnano podczas meczu Michała Trąbkę, o którym snuto różne teorie, a ostatecznie dołożył wielką cegiełkę do tego sukcesu. Żegnano także Macieja Dąbrowskiego, który godnie piastował opaskę kapitana biało-czerwono-białych. Gola tego dnia zdobył Pirulo, ten świetny Hiszpan, który pokazał przywiązanie w najszczerszy możliwy sposób – nie poprzez opowiadanie o „la familia”, nie przez pokazowe całowanie przeplatanki, a poprzez regularną grę i liderowanie ofensywie ŁKS-u. Nie raz, nie dwa, łączony z innymi klubami, ile historii o jego rychłym odejściu mogliśmy naczytać się w brukowcach i innych piłkarskich Pudelkach, a mimo to wciąż tu jest, wprowadzając „Rycerzy Wiosny” do ekstraklasy.

Fot. ŁKS Łódź/Cyfrasport

Nie można pominąć także nas, kibiców. I tych, którzy są zawsze, niezależnie od sytuacji, a karnet mają nawet jeśli musieliby sprzedać nerkę, ale też tych, którzy po bolesnym czasie związanym z otwarciem stadionu, przy powrocie na niego niekiedy przeżywali proces podobny do brania gorącej kąpieli. Dostrzegali zmiany w klubie, powoli zanurzali palec za palcem, przychodzili na kolejne mecze i zaczynali współtworzyć tę wspaniałą atmosferę. Dali kredyt zaufania, kupili karnet na wiosnę i podśpiewując „Jeden jest klub w Polsce…” zaczynali niecierpliwie wyczekiwać kolejnych meczów. Zdzierali gardło, niosąc piłkarzy w naszym domu przy al. Unii 2 do zwycięstw takich jak z Podbeskidziem czy Wisłą. Zaczynali przyprowadzać kolejnych znajomych, rodzinę, pokazywać, że warto.

ŁKS to nie tylko trzy litery, to nie tylko piłka nożna, siatkówka, koszykówka i inne dyscypliny sportowe – to przede wszystkim ludzie. I właśnie dla nich wszystkich był ten dzień. Święto, na które długo czekaliśmy, podczas którego ponad 16,5 tysiąca osób wspólnie świętowało podczas wygranego meczu z Odrą, a następnie ruszyliśmy w miasto, by obwieścić całej Łodzi, że wracamy do ekstraklasy. 

Sześć meczów z Odrą Opole, sześć całkowicie różnych historii, różnych momentów, w których znajdował się ŁKS. A najważniejsze jest to, że końcową klamrą jest happy end trzech lat pierwszoligowej tułaczki. Teraz pozostaje wszystkim, w klubie, jak i kibicom, ciężka praca, aby pozostać tam, gdzie jest miejsce Łódzkiego Klubu Sportowego – w ekstraklasie.

Fot. ŁKS Łódź/Cyfrasport
Inspiracja: Ninja08


Fatal error: Uncaught Error: Call to undefined function Smush\Core\Parser\str_starts_with() in /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/parser/class-image-url.php:119 Stack trace: #0 /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/parser/class-image-url.php(98): Smush\Core\Parser\Image_URL->is_scheme_missing_from_original() #1 /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/parser/class-image-url.php(91): Smush\Core\Parser\Image_URL->prepare_absolute_url() #2 /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/lazy-load/class-lazy-load-transform.php(337): Smush\Core\Parser\Image_URL->get_absolute_url() #3 /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/lazy-load/class-lazy-load-transform.php(296): Smush\Core\Lazy_Load\Lazy_Load_Transform->maybe_lazy_load_image_element() #4 in /home/platne/serwer15199/public_html/lksfans_nowa/lksfans_nowa/wp-content/plugins/wp-smushit/core/parser/class-image-url.php on line 119