Marcin Matysiak: Radość, euforia i ogromny szacunek do zawodników
Druga drużyna Łódzkiego Klubu Sportowego rozegrała wczoraj swój pierwszy domowy mecz na Stadionie Króla. Po pełnym meczu emocji i gry w osłabieniu pokonali Chojniczankę Chojnice 3:2. Trener Marcin Matysiak, wypowiedział się podczas konferencji o grze zawodników na 110% i ogromnych emocjach w szatni.
Na Stadionie Króla ponownie nie zabrakło emocji, a gra do samego końca to idealne określenie obu drużyn ŁKS-u.
– Co można powiedzieć po takim meczu? Na pewno ogromna radość, euforia i ogromny szacunek do zawodników za pracę jaką wykonali. Jeśli chodzi o pierwszą połowę to do momentu, gdy dostaliśmy czerwoną kartkę uważam, że rozgrywaliśmy bardzo dobre zawody. Jeżeli trener jest zadowolony z tego co nakreśli przed meczem i zawodnicy realizują 40-50% to uważam, że to już jest super. Patrząc na pierwszą część pierwszej połowy myślę, że realizowaliśmy nasze założenia w 70%. Było widać, że dobrze się czuliśmy jako zespół, kreowaliśmy sytuacje, dużo strzałów z dystansu i duże posiadanie piłki. Chcieliśmy grać w piłkę, budować nasze ataki pod strefy niskie, pod strefę wysoką. Myślę, że z perspektywy ławki fajnie to wyglądało. Później czerwona kartka, ale myślę, że po tej czerwonej kartce w pierwszej połowie nie było widać jeszcze tej różnicy, że gramy jednego mniej. Tak na prawdę myślę, że nawet ta końcówka pierwszej połowy to nasza przewaga, cały czas chcieliśmy się utrzymywać przy piłce. Wiedzieliśmy, że w momencie kiedy będziemy mieli piłkę, to drużyna przeciwna nam nie zagrozi. Schodzimy na przerwę, kilka słów, kilka nakreślanych sobie nowych założeń. Druga połowa i takie nieszczęsne nasze 20-25 minut, gdzie tracimy dwie bramki. Widać było, że gdzieś troszkę cofnęliśmy się, ciężko nam było wyjść z atakami. Przetrwaliśmy to i później to co się wydarzyło, to oczywiście chyba nikt nie oczekiwał tego i nie zdawał sobie sprawy jak to może się skończyć. Szczerze mówiąc my na ławce mocno wierzyliśmy, cały czas pobudzaliśmy drużynę. Staraliśmy się dodawać im wiary i cały czas wierzyć w to, że jeszcze dużo czasu i te sytuacje będziemy mogli sobie stworzyć. Końcówka meczu kapitalna, po stałym fragmencie gry doprowadzamy do wyrównania. To co jest piękne to, że nie chcieliśmy się zatrzymać, nie chcieliśmy się cofnąć, bronić tego remisu. Z ławki od wszystkich szedł komunikat, że gramy o zwycięstwo, że chcemy zdobyć tą trzecią bramkę. W doliczonym czasie, w 95. minucie zdobywamy tę bramkę, która daje nam trzy punkty, ogromną radość i euforię w szatni i na boisku.

Pierwsza połowa zdecydowanie na korzyść łodzian. W drugiej połowie zaczęły się kłopoty, gdy straciliśmy dwie bramki. Finalnie zespół trenera Matysiaka zmobilizował się i w ciągu piętnastu minut strzelili dwa gole, które dały im pierwsze trzy punkty.
– Jestem zadowolony z gry do momentu czerwonej kartki i końcówki drugiej połowy. Nie rozgraniczam tego. Wiadomo inne wymagania są w momencie kiedy gra się jedenastu na jedenastu, troszkę inne wymagania są kiedy gra się tego jednego mniej. Zdaję sobie sprawę, że wtedy więcej wymaga to pracy od zawodników w defensywie i oczywiście później, jeszcze po odzyskaniu piłki trzeba wykrzesać te siły, żeby móc popracować w ofensywie i stworzyć sytuacje. Nam to się udało, co pokazuje, że zawodnicy są dobrze przygotowani pod względem fizycznym i motorycznym. Wytrzymali trudy tego spotkania. Jeśli chodziło o tę grę w niedowadze. W przerwie padły z mojej strony takie słowa, że tak jak zawsze mówimy, że musimy dać 100% z siebie to teraz musi dać 110%. Jak każdy da 110% to ta różnica się zniweluje i możemy grać jak równi z równymi.
Dla Artemijusa Tutyskinasa to był weekend pełen emocji. Po zdobytym golu w piątkowym spotkaniu z Koroną Kielce, musiał się zaraz skupić na kolejnym meczu. Wczoraj z ŁKS Łódź II wyszedł na boisko z pierwszym gwizdkiem i pozostał na nim aż do 69. minuty.
– W prywatnej rozmowie powiedział, że o piątej nad ranem zasnął, że po prostu te emocje go trzymały. Gdzieś tam wewnątrz ciężko mu było zasnąć. Jak przez odprawą zobaczyłem Artiego i zażartowałem pytając „co ty tutaj robisz? Przecież tak na prawdę powinieneś świętować” on się zaśmiał. Mówię „to dobra, masz tutaj robotę do wykonania.” Wiadomo przed spotkaniem rozmawialiśmy w sztabie, że dla zawodników, którzy nawet byli na ławce rezerwowych we wczorajszym meczu, czy tak jak Arti zszedł, czy Grzesiu Glapka. To jest dla nich też takie obciążenie emocjonalne, bo tak się mówi, że oni nie zagrali wczoraj ani minuty, niektórzy z tych zawodników, ale muszą być przygotowani do tego meczu. Biorą udział w odprawach, rozgrzewka, cały czas emocje. Także taki dzień po, też na pewno jest trudny pod względem podejścia psychicznego, mentalnego. Fajnie, że wszyscy dali z siebie 110% i to się udało. Mnie się podoba to, że od kiedy pracuję w drugim zespole, to jest trzy lata. To tak na prawdę jeśli chodzi o zaangażowanie, podejście zawodników, którzy schodzą z pierwszego zespołu, nigdy nie miałem jakichkolwiek pretensji czy złego słowa. Widać po nich, że oni wchodzą w ten drugi zespół i to też bardzo cieszy i buduje. Co tworzy, że w tak trudnych warunkach jakie mieliśmy dzisiaj, takie 2+2=5.
