Kazimierz Moskal: Wielkie słowa uznania dla zespołu
Wielkie emocje i radość po ostatnim gwizdku, przyniósł wszystkim ełkaesiakom wczorajszy mecz pomiędzy ŁKS-em a Podbeskidziem Bielsko-Biała, zakończony zwycięstwem łodzian 2:1. Trener biało-czerwono-białych, Kazimierz Moskal, podczas konferencji pomeczowej w pierwszej kolejności podkreślał uznanie dla swoich podopiecznych, którzy walczyli do ostatnich sekund spotkania o pełną pulę punktów.
O meczu:
– Nie mogę zacząć od czegoś innego, jak gratulacji dla drużyny, bo wygrać taki mecz, to trzeba było włożyć wiele wysiłku i umiejętności, do tego determinacji. Chociaż myślę, że z przebiegu gry byliśmy zespołem lepszym, to znowu było tak, że przegrywamy 0:1 po rzucie karnym i nie było łatwo, ale w takich momentach widać zespół, widać, że jest on zdeterminowany, wie jaki ma cel i do ostatniej minuty walczył o najlepszy wynik. Dlatego jeszcze raz, wielkie gratulacje i wielkie słowa uznania dla zespołu. Rzeczywiście, w takich okolicznościach bardzo smakuje zwycięstwo, cóż więcej można powiedzieć – cieszymy się.
O pierwszych odczuciach trenera po rzucie karnym:
– Neverending story. Kiedy już zaczyna się sprawdzanie, czekanie, to już są kłopoty, jeśli ta przerwa trwa dłużej niż 15 sekund to myślę, że już może być duża kontrowersja.
O reakcji zespołu na rzut karny:
– Zawodnicy bardzo dobrze zareagowali, roszady, który poczyniliśmy postawiły na frontalny atak i dla nas liczyło się tylko zwycięstwo tutaj na własnym stadionie. Pomimo tego, że ta wyrównująca bramka może kogoś by satysfakcjonowała, chociaż myślę, że żaden z zawodników będących na placu tak nie myślał i za to chwała.
O tym co zwycięstwo oznacza w kontekście walki o awans:
– Dopisane trzy punkty w tabeli – tyle to oznacza na dzisiaj, nic więcej. Absolutnie nie możemy dać się uśpić czy stracić czujność, o to przede wszystkim apeluję do zawodników, a kibiców zachęcam do przyjścia jeszcze liczniej na ten stadion, bo emocje, jak widzimy, są do samego końca, a tak naprawdę zostało nam niewiele spotkań tutaj przy al. Unii.
