Kazimierz Moskal: Chcielibyśmy utrzymać naszą kadrę. Jeśli finanse pozwolą to 2-3 transfery byłyby super

Kazimierz Moskal był gościem „Piłki meczowej” w telewizji TOYA. Trener biało-czerwono-białych opowiedział o zakończonej rundzie jesiennej w wykonaniu jego zespołu, a także o planach na najbliższe miesiące. 

Szkoleniowiec przyznał, że był troszkę zaskoczony aż tak dobrymi wynikami zespołu, ale cieszy się, że drużyna wdrożyła jego pomysł i wizję gry. Moskal został zapytany też konkretnie o dwóch zawodników ze swojej drużyny – Nacho Monsalve oraz Piotra Janczukowicza. 

– Trochę jestem zaskoczony. Sport to taka dziedzina, gdzie trudno być prorokiem i przewidywać, bo dzieją się rzeczy nieprzewidywalne. Jeśli coś będzie zależało tylko i wyłącznie ode mnie to mogę coś gwarantować. Te sprawy nie zależą tylko ode mnie. Jest cały zespół 11 zawodników, a na przeciwko nim staje też 11 zawodników, którzy chcą też osiągnąć dobry wynik. Takich meczów trudnych będzie sporo.  Wynik to zasługa zawodników. Dałem im jakiś pomysł i jakąś wizję gry, zaproponowałem im pewne rozwiązania – jak chcemy grać w defensywie czy jak próbujemy w ofensywie się poruszać. Potem moja rola się kończy, zawodnicy wychodzą na boisko i oni odpowiadają za to co się dzieje. 

– W poprzednich sezonach Nacho miał problemy z systematycznością w grze, bo miał bardzo dużo kontuzji. Przez tą rundę udało się go przeprowadzić bezproblemowo. Stąd mógł pokazać pełnię swoich możliwości. My trenerzy jesteśmy rozliczani z wyników, ale osobiście powtarzałem zawsze, że jestem od tego, aby pomóc tym zawodnikom wejść na wyższy poziom. Zawsze też mówiłem, że jeśli uda się kogoś wypromować i ktoś kogoś dostrzeże i zaproponuje mu lepszy kontrakt, a co za tym idzie grę w lepszym klubie, to ja będę mu życzył wszystkiego najlepszego, bo o to w tym wszystkim chodzi. Piotr Janczukowicz ma dużą jakość i pokazał ją. Zdobywał bardzo ważne bramki – ze Skrą Częstochowa na 2:1. Był to przełomowy mecz, bo to było pierwsze zwycięstwo na nowo otwartym stadionie. Ta presja zeszła z zespołu, dzięki tej bramce. Strzelił też z Sandecją po czterech remisach z rzędu. Ważną bramkę strzelił też Resovią na 1:0 i ustawiła ona ten mecz – twierdzi trener ŁKS.

Do klubu latem dołączyło sześciu piłkarzy, którzy w mniejszym lub większym stopniu odgrywali znaczące role w zespole. Pomimo nieskuteczności Nelsona Balongo, Moskal znalazł sporo pozytywów z gry napastnika pochodzącego z Demokratycznej Republiki Konga.

– To są zawodnicy, którzy absolutnie mogą pójść do góry, ale potrzebują trochę czasu. Wiem, że wszyscy w przypadku Nelsona Balongo liczą na bramki, bo jest to napastnik i trudno aby kibic inaczej na to patrzył. Nelson dał nam bardzo dużo, jeśli chodzi o pracę w defensywie, kiedy próbowaliśmy piłkę odbierać. Chcemy grać w ten sposób, żeby jak najszybciej zabrać piłkę przeciwnikowi, a nie czekać co przeciwnik zrobi, czy popełni błąd. Chcemy to sprowokować i Nelson z tej kwestii wywiązywał się bardzo dobrze. Dochodził do wielu sytuacji i nie potrafił ich jeszcze wykorzystać. Ważne że dochodzi do tych sytuacji, bo większym problemem byłoby to gdyby napastnik nie dochodził do sytuacji bramkowych. Jeśli chodzi o Ochronczuka to jest to zawodnik grający na pozycji 6-8. Od niego wymagamy takich zagrań, jak choćby w ostatnim meczu z GKS-em Katowice, gdzie dograł do Stipe Juricia dwie dobre piłki. Pod tym kątem musimy patrzeć. Kort wiadomo jakim jest zawodnikiem. To gracz o charakterystyce bardzo ofensywnej i dysponuje fantastycznym prostopadłym podaniem, co pokazał m.in. w meczu z Ruchem Chorzów do Pirulo. Też potrafi uderzyć z dystansu. Moim zdaniem nie dał nam jeszcze tyle ile może dać w ofensywie, ale zrobimy wszystko, aby na wiosną doprowadzić go do takiej dyspozycji, aby dawał nam więcej. Tutyskinas to zawodnik, który daje nam dużo spokoju na lewej obronie. To odkrycie. Jest chłopakiem skromnym i  spokojnym, ale zdecydowanym w działaniach. Czas będzie działał na jego korzyść. Biel to gracz, który zawsze zostawi serce i charakter na boisku, niezależnie od pozycji na której bym go wystawił. Zawsze mogę liczyć na sto procent zaangażowania. Na pewno brakuje bramek i asyst. Nad tym też będziemy musieli też mocniej popracować – powiedział Moskal.

Jednym z głównych tematów rozmowy była sytuacja transferowa „Rycerzy Wiosny”. Z klubem pożegnał się już Javi Moreno, a o potencjalnych innych odejściach trener nic nie wie. Idealnym scenariuszem byłoby pozyskanie 2-3 nowych zawodników zimą, ale w sytuacji finansowej ŁKS-u, nie można tego brać za pewnik.

– Nie żałuję, że klub rozwiązał kontrakt z Javim Moreno. Mówiło się o nim, że ma duży potencjał. Zanim przyszedłem do klubu widziałem go parę razy na laptopie i też myślałem, że ma duży potencjał. Nie potrafił tego sprzedać w meczach. Trudno trzymać zawodnika zagranicznego, na dobrym kontrakcie, który będzie ciągle rezerwowym i nie będzie dawał nic drużynie. Decyzja była taka, że najpierw przesuwamy go do drugiego zespołu, a teraz rozwiązaliśmy z nim umowę.

– Jeśli Pirulo dostałby propozycję z Ekstraklasy to byłbym zadowolony z tego względu, że może w jakimś procencie przyczyniłem się do tego, że ten poziom jego poszedł w górę. Jest to zawodnik, który ma dużą wartość dla drużyny i nawet żeby kogoś nie zmylił fakt, że graliśmy w Katowicach bez Pirulo i wygraliśmy 5:1. Jestem przekonany, że ten zawodnik może dać nam wiele na wiosnę. Nie mam żadnych informacji na temat ofert za Pirulo. Na pewno nie chcielibyśmy żeby zawodnicy odchodzili z klubu. Jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy – na wiosnę czeka nas ciężki bój. Chcielibyśmy tę kadrę utrzymać. Jeśli finanse klubu by pozwoliłyby na to, żeby sprowadzić tutaj 2-3 zawodników to byłoby super. Nie ma tematu Szymona Sobczaka w ŁKS, mamy czterech napastników i mam w głowie też niespodziankę, gdzie moglibyśmy jeszcze nowego napastnika wykreować. Chociażby zrobić napastnika z jednego naszego pomocnika. Do każdej formacji przydałby się nowy zawodnik, oprócz bramki – a więc do obrony, pomocy i ataku. Jeszcze nie spotkaliśmy się z prezesem i dyrektorem. Nie rozmawialiśmy o konkretach. Byłbym za tym, żeby ktoś przyszedł – tłumaczy Kazimierz Moskal.

Młodzieżowcy Łódzkiego Klubu Sportowego odgrywali ważne role w zespole, w rundzie jesiennej. Trener liczy, że podobnie będzie i wiosną, kiedy to drużynę czekają trudne boje.

– Będę stawiał dalej na młodzieżowców, ale oczywiście zależnie od tego w jakiej będą dyspozycji. W kilku meczach grało nawet trzech młodzieżowców i to nie było tak, że graliśmy młodzieżowcem tylko przez przepis. Zasłużyli, żeby być w jedenastce. W tej chwili Mateusz Kowalczyk to postać numer jeden jeśli chodzi o młodzieżowców. Kelechukwu, Janek Kuźma i Olek Bobek to na pewno są zawodnicy, którzy mają bardzo duży potencjał. Trochę więcej oczekiwałem od Kelechukwu. Miał bardzo dobre momenty, ale potem przytrafiła mu się kontuzja i cały czas musi znaleźć stabilizację.

Foto: ŁKS Łódź / Cyfrasport