Zabrakło niewiele. AZS Uniwersytet Gdański – ŁKS KK Łódź 68:64
Niestety, w drugim spotkaniu rozegranym przez koszykarki Łódzkiego Klubu Sportowego, podopiecznym trenera Grockiego przyszło zapłacić „frycowe”. Ełkaesianki odrobiły pod koniec meczu straty i wyszły na prowadzenie, o wszystkim zadecydowały jednak ostatnie minuty tego spotkania. W następnej kolejce łodzianki wreszcie zagrają pierwsze domowe spotkanie w tym sezonie na Zatoce Sportu i tam powalczą o pierwsze zwycięstwo.
Początek spotkania był dosyć wyrównany, dopiero po upływie połowy pierwszej kwarty przewagę zaczęły zdobywać gdańszczanki. Ełkaesianki odrabiały straty, ale nie udało im się tego w pełni osiągnąć, a gospodynie do drugiej partii podchodziły z 9 oczkami przewagi. Kolejna część tego meczu zakończyła się ostatecznie podtrzymaniem statusu quo w tym spotkaniu, bo z dokładnie taką samą różnicą punktową obie drużyny schodziły do szatni na przerwę.
Po powrocie na parkiet tempo podkręciły ełkaesianki i zaczynało to przynosić efekty, bo przed ostatnią kwartą tego spotkania różnica wynosiła już tylko 4 punkty. Biało-czerwono-białe nie obniżały tempa, a po kilku minutach to one mogły cieszyć się niewielkim prowadzeniem. Niestety, górę wzięło pierwszoligowe doświadczenie gdańszczanek, które na niecałe cztery minuty przed końcem spotkania zaczęły odrabiać straty i znów wróciły na prowadzenie. Łodzianki próbowały swoich sił, ale nie udało im się odwrócić losów tej rywalizacji, ostatecznie przegrywając jedynie 4 oczkami.
Niekwestionowaną liderką ofensywy łodzianek była Angelika Kowalska, która zdobyła tego dnia 26 punktów. Nie można też zapominać o Marcie Kawczyńskiej, która mecz zakończyła z 17 oczkami zdobytymi (w tym trzy celne rzuty za 3).
AZS Uniwersytet Gdański – ŁKS KK Łódź 68:64
(23:14; 12:12; 15:20; 18:18)
Fot. Lens Strong
