Kibice

Relacja z wyjazdu do Katowic

W Katowicach pojawia się 280 kibiców ŁKS-u.

Wyjazdowy rok 2018 dobiega końca. Ostatnią wyprawą na naszej mapie wyjazdowej były Katowice. Co prawda po nich czekał nas jeszcze Olsztyn, ale jak wiemy, z powodu zamkniętego sektora dla gości do Olsztyna nie wybieramy się.

Ostatni raz na GieKSie byliśmy 9 lat temu na sektorze za bramką, który potem został wyburzony i w jego miejsce postawili prowizorkę na 400 miejsc. Wstępnie mecz miał się odbyć w sobotę 17-go listopada jednak z racji powołań do reprezentacji został przełożony i kolejny raz w tym sezonie przyszło nam jechać na wyjazd w dzień powszedni. Były zapisy, zbiórka skąd ruszyliśmy do Katowic. Po drodze dwa postoje, z powodu korków już w samych Katowicach, pod stadionem znaleźliśmy się tuż przed rozpoczęciem meczu. Wejście ze sprawdzaniem z listy, ale w miarę sprawnie to szło i po kilkunastu minutach od pierwszego gwizdka wszyscy chętni byli na sektorze. Ogółem w Katowicach zameldowaliśmy się w liczbie 280 głów, z czego 269 na sektorze. W tej liczbie było 8 Lechitów, 4 tyszan oraz 3 Zawiszaków. Powiesiliśmy flagi: „Rodowici Łodzianie”, „ŁKS Łódź Polska”, „Szlachta z Miasta Łodzi”, flagę Lecha „Baranowo” oraz „Bastek trzymaj się”, „Mosion PDW”, „Pieprz trzymaj się”, „Pawełek trzymaj się”, „Artur trzymaj się”, „Mordor, Mosion PDW”, „Gargi PDW”. Po wejściu wszystkich na sektor rozpoczęliśmy doping. Oprócz standardowych naszych przyśpiewek nie zabrakło też pozdrowień dla naszych zgód z naciskiem na GKS Tychy, co wywoływało wzrost ciśnienia wśród gospodarzy, chociaż sobie nawzajem jeszcze nie cisnęliśmy. W drugiej połowie już były obustronne flugi. Z racji, że tego dnia było bardzo zimno, postanowiliśmy nieco bardziej podgrzać atmosferę i jeszcze bardziej sprowokować gospodarzy. Zostały odpalone race, które po chwili poleciały w ich stronę, a że odległość od naszego do ich sektora była spora (oddzielały nas jeszcze dwa sektory buforowe) zakończyły jako niedoloty na murawie. Sądzia na moment przerwał mecz. Później już do końca skupiliśmy się głównie na dopingu, szczególnie że na murawie sporo się działo. Ostatecznie mimo wielu szans na koniec meczu, z Katowic wywozimy tylko 1 punkt.

Kilkanaście minut po meczu ochrona otworzyła wyjście z sektora, gdzie czekała na nas „niespodzianka” w postaci oddziału psów, które postanowiły wypuszczać pojedynczo. Każdy po kolei miał robione foto z dowodem przy twarzy, wiadomo w jakim celu to było, ale z racji, że nikt w dowodzie nie miał zdjęcia w kominiarce, po trwającej godzinę szopce, w drogę powrotną wyruszyliśmy na szczęście w komplecie. Ta przebiegła spokojnie na jednym postoju i ostatni w tym roku wyjazd zakończyliśmy tam gdzie go zaczęliśmy, czyli na ŁKS-ie, skąd rozjechaliśmy się na swoje rewiry.