Kibice

Relacja z wyjazdu do Białegostoku

W Białymstoku zameldowaliśmy się w 490 osób.

Na kolejną wyprawę w tym sezonie przyszło nam jechać do Białegostoku. Był to jeden z dalszych naszych wyjazdów, na dodatek wymyślili wczesną porę rozgrywania meczu, bo 12:30, więc trzeba było bardzo wcześnie ruszać. Jedyny plus tego, że w miarę wcześnie wrócimy z tego wyjazdu. Warto też dodać, że pierwszy raz jechaliśmy na nowy stadion Jagiellonii usytuowany w miejscu starego stadionu miejscowego Hetmana na którym wcześniej już bywaliśmy. 

Jak już wyżej napisane, zbiórka wczesnym niedzielnym porankiem skąd wyruszyliśmy na wyjazd. Po drodze złapaliśmy się z naszymi Braćmi z Zawiszy, którzy postanowili nas wspomóc w Białymstoku dobrym składem i wspólnie ruszyliśmy w stronę Podlasia. Droga przebiegła nam szybko i spokojnie, chociaż znając „gościnność” podlaskich wąsów mogliśmy spodziewać się łapanek po drodze i długiego spisywania. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i pod stadionem na którym obecnie gra Jagiellonia zameldowaliśmy się 1,5 godziny przed meczem. Wejście na obiekt było ze skrupulatnym sprawdzaniem i przeszukiwaniem, ale w miarę sprawnie to szło i obyło się bez większych nerwów. Na pewno spore znaczenie miał w tym wszystkim dobry czas w jakim pojawiliśmy się pod stadionem. Na sektorze powiesiliśmy flagi: „Uliczni Wojownicy”, „ŁKS Łódź”, „Pieprz trzymaj się”, „Nowy trzymaj się” oraz płótna naszych Braci „Bydgoscy Chuligani”, „FZW BZK”, ś.p. „Bokser”, wizytówki OSG Group i Świecia. Ogółem w Białymstoku zameldowaliśmy się w 490 osób, w tym 115 Braci z Zawiszy. Ponadto w tej liczbie było 20 osób, które z różnych przyczyn zostały pod bramami. W 1 połowie doping z naszej strony dobry, nie szczędziliśmy też „uprzejmości” w stronę gospodarzy. W drugiej zdarzały się przerwy w dopingowaniu, zwłaszcza przegrywamy kolejny mecz na własne życzenie. Po końcowym gwizdku piłkarze podeszli pod nasz sektor a niedługo po tym sami go opuściliśmy. Otworzyli bramy i udaliśmy się do swoich środków transportu. Po jakimś czasie wyruszyliśmy w drogę powrotną. Ta przebiegła spokojnie, nie licząc sporego korka pod Warszawą przez jakiś wypadek przez co powrót nam się trochę wydłużył. Żegnamy się z naszymi Braćmi z Zawiszy dziękując im za konkretne wsparcie i około 20-ej kończymy kolejny wyjazd na ekstraklasowym szlaku.