Tomasz Salski: Moja wiara jest niezachwiana
Na koniec rundy jesiennej głos zabrał właściciel Łódzkiego Klubu Sportowego – Tomasz Salski. Opowiedział o nowym akcjonariuszu, planach i sytuacji w klubie.
O Platkach i nowym inwestorze:
– Dawno mnie tu nie było, bo tak jak liczyliśmy, to moja ostatnia konferencja odbyła się dwa lata temu. Dzisiaj dostałem zgodę od najbliższych współpracowników, prezesa Olszowego, dyrektora Frontczaka, za co dziękuję. Są takie momenty w życiu klubu, gdzie wydaje mi się, że należy zabrać głos i przekazać wam, że zakończyliśmy rozmowy z rodziną Platków. Rozmowy zakończyły się nie podpisaniem stosownej umowy. Przyznam szczerze, że jeszcze w sierpniu byłem przekonany, że nic nie stoi na przeszkodzie aby tę umowę podpisać. Ja jako osoba prowadząca te negocjacje jestem zobligowany do zachowania pewnych klauzul poufności, ale również pewnych ustaleń dżentelmeńskich z panem Philem Platkiem. Trudno mi komentować i podawać szczegóły tych całych negocjacji, mogę tylko powiedzieć, że podaliśmy sobie dłonie i nie wykluczyliśmy współpracy w przyszłości. Natomiast w tej najbliższej wydaje mi się to niemożliwe. Druga informacja jest bardzo ważna z punktu widzenia spółki i dla kibiców. Podpisaliśmy dzisiaj umowę trójstronną, między ŁKS-em jako spółką, mną jako większościowym akcjonariuszem i panem Dariuszem Melonem. Umowę inwestycyjną na mocy, której pan Dariusz obejmie pakiet pięćdziesięciu tysięcy akcji za kwotę pięciu milionów złotych, która powiększy kapitał spółki. Co za tym idzie, otrzyma również możliwość wskazania członka rady nadzorczej jak i członka zarządu. Jesteśmy zgodni, że umowę podpisuje się na złe czasy, ale również ustaliliśmy sobie między nami, że te kluczowe decyzje dla spółki, te decyzje, które będą wyznaczały nowe kierunki, ale również, które będą kosztowne dla spółki, będziemy podejmować wspólnie i będziemy swoim doświadczeniem zarażać zarząd, aby wprowadzał te nasze ustalenia. Z mojej strony chciałem powiedzieć, że bardzo się cieszę. Jestem tutaj osobą, która w imieniu całego akcjonariatu dotychczasowego cieszy się, że udało nam się namówić do współpracy kolejną osobę. Osobę, która obejmie pakiet trzydziestu procent obecnego kapitału. Liczymy na duże doświadczenie, przede wszystkim biznesowe pana Dariusza i liczę na to, że ŁKS będzie się dalej rozwijał.
O Dariuszu Melonie:
– Sytuacja jest bardzo prosta. Po pierwsze powiększamy dotychczasowy skład, emitujemy kolejne akcje i one proporcjonalnie, ci którzy mieli dzisiaj swój udział, poprzez dojście kolejnego akcjonariusza, każde z nich procentowo trochę tych akcji straci. Jak wiemy wszystkich jest 100%, czyli w sumie w nowym kapitale pan Dariusz będzie obejmował pakiet około 30%, za kwotę pięciu milionów. Pieniądze jeszcze w tym miesiącu trafią na konto klubu. Żeby wytłumaczyć całą idee, to po umowie inwestycyjnej zwołujemy w przeciągu trzech tygodni walne zgromadzenie akcjonariuszy, które stosowne uchwały będą podjęte. Z tymi uchwałami nie ma problemu, żeby nie były podjęte, ponieważ ja jestem większościowym akcjonariuszem i wtedy rejestracja stosownych uchwał w KRS i będziemy mieli zamknięty cały proces objęcia. Pomimo, że formalnie pan Dariusz nie jest, umówiliśmy się, że o tych kluczowych decyzjach, kosztochłonnych będziemy współdecydować i to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze.
O przyczynie nie wejścia we współpracę z rodziną Platków:
– Jest mi ciężko komentować ze względu na to, co sobie założyliśmy z panem Philem Platkiem i nie chciałbym być tą pierwszą osobą, która zdradza szczegóły negocjacji. Ja mogę tylko powiedzieć, że założenia, które były i gdzie podpisywaliśmy list intencyjny podajże rok temu w grudniu, nasze oczekiwania w ogóle się nie zmieniły. Mogę powiedzieć w imieniu wszystkich akcjonariuszy, że dla nas najważniejszym celem było zabezpieczenie ŁKS-u jako firmy i przyszłości klubu. To był nasz jedyny cel i on się nie zmieniał, to mogę powiedzieć, żeby zamknąć wszelkie spekulacje, że nie podpisaliśmy tej umowy. Oczekiwaliśmy szczegółów całej filozofii i one były również elementem rozmów.
O zobowiązaniach:
– Mam ponad 50% akcji. Jeśli chodzi o rozliczenia z rodziną Platków, to obecnie prowadzi prezes. Tam była udzielona pożyczka, jej część została już spłacona, podejrzewam, że do dwudziestego grudnia będzie stosowna umowa podpisana, już kończąca wszelkie rozliczenia.
O możliwych transferach:
– Mamy spotkać się z trenerem w środę i z dyrektorem sportowym. Przedstawią plan i będziemy podejmować stosowne decyzje. We wspólnym gronie przeanalizujemy wszystko, zestawimy podsumowanie całej rundy. Ja z dość obszernym materiałem trenera się zapoznałem, teraz on będzie tylko uzupełniony, ale żeby uspokoić trenera, to on cały czas będzie skład wyznaczał. Był do dyspozycji trener i jeśli uznacie to za stosowne, to pewnie dyrektora sportowego też skusicie do konferencji na rozmowę na ten temat. Chciałbym żeby ta działka sportowa była po ich stronie, a nie po naszej. My, jako niepiłkarscy dostaniemy pewne plany i wyobrażenie trenera i dyrektora sportowego i będziemy podchodzić od strony wydatkowej. W dużej mierze na pewno te możliwości, dzięki nowemu akcjonariuszowi będziemy mieli większe, to nie ulega dyskusji.
O budżecie klubu:
– Wydaje mi się, że ŁKS nie ma najmniejszego budżetu w ekstraklasie i też nie miał największego w pierwszej lidze. Pokazuje to, że pieniądze w piłce są bardzo ważne, ale też nie jest to najważniejszy element trudno tu mówić o konkretnych kwotach. Jest takie stare stwierdzenie, że w polskiej piłce nie ma takich pieniędzy, których nie można wydać.
O zagospodarowaniu lokali na stadionie:
– Nie potrafię się wypowiedzieć, jeśli chodzi o muzeum. Jeśli chodzi o powierzchnię komercyjną, to mam nadzieję, że pierwsze efekty będą zaraz po nowym roku, bo udało nam się w końcu ustalić szczegóły na jakich zasadach będziemy mogli, jako klub, tą część od aleja Unii komercjalizować.
O wszystkich akcjonariuszach:
– Jest szereg osób, ponieważ ja mówiłem podajże w tamtym roku, że stworzyliśmy taką grupę, która cały czas nazywa się Łódzki Klub Sukcesu i jest to grupa dziesięciu osób. Każdy z nich objął też mały pakiet akcji, plus ci akcjonariusze, którzy byli wcześniej, czyli Jerzy Pietrucha, Dariusz Łyżwa i Przemysław Andrzejak.
O pracy administracji:
– Ja z właścicielskiego punkty widzenia mogę powiedzieć, że skupiam się tylko i wyłącznie, na w mojej ocenie, tylko tych kluczowych osobach. Bez wątpienia taką kluczową osobą i na którą długo pracowałem, dla mnie jest obecny dziś dyrektor marketingu – pan Michał Frontczak. Natomiast wzorem moich firm uznaję, że kolejne osoby, to już powinni ci kluczowi, którzy z nimi współpracują powinni zatrudniać, wyłapywać z rynku. Ja mogę tylko z oddali już później obserwować jakie są efekty. Dzisiaj z tych wyborów jestem zadowolony i mam nadzieję, że ta administracja będzie rosła. Oczywiście te osoby, które tutaj zawsze będą dawały małe plusy i te osoby, które są potrzebne, bo pamiętajmy o tym, że przede wszystkim jesteśmy klubem piłkarskim.
O wiarze w utrzymanie się w PKO BP Ekstraklasie:
– Moja wiara jest niezachwiana, natomiast ona tak na prawdę nie jest ważna. Najważniejsza jest wiara trenera i zawodników, przede wszystkim. Tak na prawdę mamy siedemnaście kolejek, siedemnaście finałów do rozegrania i liczę na to, że nie zabraknie przede wszystkim trenerowi i piłkarzom wiary w zwycięstwa.
O pracy Janusza Dziedzica:
– Dyrektora Dziedzica będziemy oceniać w czerwcu, bo tak ma kontrakt i pewnie usiądziemy w maju i ocenimy te dwa lata współpracy. To będzie właściwy czas, by podjąć kolejne kroki. Ja podpisując umowę z Januszem, założyliśmy sobie dwa lata współpracy. Wydaje mi się, że to i tak jest krótki okres, jak dla takiej kluczowej osoby w klubie jaką jest dyrektor sportowy. Pamiętajmy, że umowa z poprzednim dyrektorem – Krzysztofem Przytułą, była dużo dłuższa. Pierwsza też była dwuletnia, ale kolejna już dłuższa, bo uznaliśmy, że wchodzimy na inny level. Tutaj sobie założyliśmy, że w przeciągu tych dwóch lat zbudujemy taką drużynę, która będzie potrafiła awansować, to było dla nas najważniejsze oraz, że będzie to drużyna, która nie będzie żarłoczna, jeśli chodzi o budżet klubu. Bez wątpienia rola dyrektora w tym wszystkim była kluczowa, jeśli chodzi o poprzedni sezon i przebudowę tej drużyny. Stworzenie też dobrych warunków do pracy, bo wiele tych zawodników zostało i nie wiedząc czemu, przez poprzednie sezony nie udawało się uzyskać sukcesu, a tutaj tą ligę wygraliśmy z perspektywy czasu na dużym luzie.
O chętnych na stanowisko dyrektora sportowego:
– Nie ma kandydatów. Każdy przychodząc do klubu ma wyobrażenie, że zrobi jakieś rewolucyjne zmiany, że może zrobić coś lepiej. Jak dalej wchodzi w tę pracę, to widzi, że ŁKS, to nie jest łatwa praca. Wydaje mi się, że dyrektor Janusz Dziedzic też widzi i przez pryzmat czasu wyciąga wnioski i się edukuje. W tym zawodzie jest coś takiego, czy to trener czy dyrektor sportowy, jeśli nie będzie się dalej rozwijał, to moim zdaniem powinien zmienić profesję.
O wyjściu do kibiców:
– Umówiłem się i dałem słowo kibicom, bo zobaczyłem, że jest takie coś jak pokoje Twitterowe. Kiedyś wziąłem w tym udział i powiedziałem, że po meczu z Ruchem też będę do dyspozycji. Moja rola w ŁKS-ie się zmieniła, dzisiaj jestem zaangażowany w projekt rodzimej firmy, jak dla mnie dość ważny i jak dla mnie dość duży. Nie da rady się nie zajmować tam i być tutaj, dlatego wydaje mi się, że ten element rozbudowy administracji i kluczowe dla mnie osoby w spółce, jak pan Olszowy i pan Frontczak, na prawdę dobrze sobie radzą, żeby ta firma pod tytułem ŁKS szła w odpowiednim kierunku. Ja zawsze służę tylko i wyłącznie doświadczeniem kilku sezonów i zawsze jestem do dyspozycji.
Fot. ŁKS Łódź
