Znakomity w powietrzu i ostoja spokoju w bramce. Sylwetka Marka Kozioła

Kilka dni temu Łódzki Klub Sportowy poinformował o pozyskaniu doświadczonego bramkarza, Marka Kozioła. W naszej stałej rubryce przedstawiamy sylwetkę nowego zawodnika biało-czerwono-białych, a o głos poprosiliśmy dziennikarza TVP3 Kielce, Mateusza Żelaznego, który przez ostatnie dwa sezony z bliska przyglądał się występom golkipera. 

– Jest to świetny bramkarz z umiejętnościami na topowe kluby Ekstraklasy. Jest odważny i wprowadza bardzo dużo spokoju w kierowaniu obroną. W Kielcach spędził dwa sezony, na dodatek w bardzo trudnym dla klubu okresie. To niewiele, ale Marek Kozioł z całą pewnością na stałe zapisał się w pamięci kieleckich kibiców. Fakt tym bardziej godny podkreślenia, że ani to pozycja, która wyróżnia na boisku, ani sam Kozioł o atencję nigdy nie zabiegał. Cichy, małomówny, a gdy się już odzywał nie imponował krasomówstwem. Marek zaskarbił sobie względy wszystkich związanych z Koroną w klasycznym stylu. Charakterem i postawą na boisku.W pierwszym sezonie w żółto-czerwonych barwach, tym jeszcze ekstraklasowym, był chyba najjaśniejszą postacią kieleckiego zespołu. W zasadzie tylko dzięki jego interwencjom i wielokrotnie uratowanym punktom, Korona tak długo liczyła się w walce o utrzymanie. Szkoda było tego faceta, kiedy mimo jego wysiłków i interweniowania w nieprawdopodobnych wręcz sytuacjach, Korona przez postawę kolegów schodziła z boiska pokonana. Po spadku Kozioł mimo kilku ofert z ekstraklasy zdecydował się pozostać w Kielcach i pomóc w walce o awans. W jeszcze ciekawszym świetle stawia tę decyzję prześledzenie kariery Marka i to jak długo czekał na występy w Ekstraklasie. W pierwszej lidze znowu był podporą drużyny i pewnie nie tylko dalej by tak było, a nawet zostałby w Kielcach, gdyby nie zmiana trenera i wizji zespołu. Marek na ławce usiadł nie przez formę – ta wciąż była wyższa niż zmienników – ale dlatego że klub wobec braku awansu chciał powalczyć o pieniądze z programu Pro Junior System. Pomysł na przyszły sezon z bramkarzami jest podobny, więc Markowi podziękowano. Mimo, w mojej ocenie, niezbyt eleganckiego podejścia do człowieka, który zawsze dawał z siebie wszystko, Kozioł nawet przecinkiem nie zająknął się pretensjami. Ta postawa tylko wzmocniła i tak już duży szacunek u fanów. Reasumując – mimo krótkiej gry w Kielcach Kozioł zbudował sobie tutaj małą legendę i na pewno jego powrót na Suzuki Arenę – nawet w innej koszulce – zostanie odpowiednio zauważony przez kibiców. Rzecz jasna pozytywnie – mówi nam Mateusz Żelazny. 

Pierwszy epizod w Sandecji

Marek Kozioł urodził się w Nowym Sączu i jest wychowankiem Sandecji. Do pierwszego zespołu trafił w 2007 roku, a debiutu doczekał się 19 sierpnia tego właśnie roku, w III lidze. Po reorganizacji rozgrywek „Sączersi” dostali szansę gry w II lidze. Bramkarz był pierwszym wyborem w kolejnych sezonach, choć w trakcie rozgrywek 2009/10 na jakiś czas stracił miejsce w składzie. Bardzo dobre występy w barwach Sandecji zaowocowały transferem do klubu z Ekstraklasy – Zagłębia Lubin.

Przygoda w Lubinie i debiut w Ekstraklasie

Wiosną 2012 roku, Marek Kozioł zamienił Sandecję na ekstraklasowe Zagłębie Lubin. W klubie z Dolnego Śląska spędził dwa sezony, ale nie zrobił tam takiej kariery jakiej oczekiwał. Po przyjściu do „Miedziowych” głównie występował w Młodej Ekstraklasie, ale na początku rozgrywek 2012/13 został bramkarzem numer dwa, pełniąc rolę zmiennika, Michała Gliwy. W przedostatniej kolejce sezonu, zaliczył w końcu upragniony debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kozioł wyszedł w pierwszym składzie na mecz z Lechią Gdańsk. Jego zespół ostatecznie przegrał 0:3, ale to nie przeszkodziło golkiperowi, w tym, aby w kolejnym meczu znów zagrał w bramce Zagłębia – przeciwko Wiśle Kraków (1:0). W kolejnym sezonie znów musiał usiąść na ławce, a na rundę wiosenną został wypożyczony do Sandecji. W lipcu 2014 roku klub z Lubina zdecydował się rozwiązać kontrakt z rosłym golkiperem.

Drugi epizod w Sandecji

Po odejściu z Zagłębia, mierzący 199 cm zawodnik, znów zakotwiczył w rodzinnym Nowym Sączu. W sezonie 2014/15 był „jedynką” w bramce „Sączersów”, ale ta sytuacja zmieniła się w kolejnej kampanii. Po pierwszym meczu z Bytovią, Kozioł usiadł na ławce, a między słupki wskoczył Krzysztof Radliński. W szóstej kolejce wrócił do gry, bo kontuzji nabawił się pierwszy bramkarz. Następnie rozegrał kilka spotkań i znów usiadł na ławce, kiedy już zdolny do gry był Radliński. Po zakończeniu rundy jesiennej, bramkarz zdecydował się po raz kolejny opuścić Sandecję i przeniósł się do drugoligowej Stali Mielec.

Marek Kozioł w barwach Sandecji Nowy Sącz, foto: Jakub Gruca

Stal Mielec 

Przygody na Podkarparciu, Kozioł nie zaliczy do udanych. W pierwszym sezonie wystąpił tylko w trzech spotkaniach II ligi i to na sam koniec rozgrywek, kiedy Stal była już pewna awansu. Po promocji na zaplecze Ekstraklasy, Marek przegrywał rywalizację z Tomaszem Liberą, choć w trakcie sezonu dostał od trenera 12 szans, w wyjściowym składzie. Sezon 2017/18 był zupełnie stracony dla Kozioła. Golkiper nie rozegrał ani jednego spotkania i ponownie zmienił klub.

Trzeci epizod w Sandecji 

W 2018 roku, Kozioł zaliczył trzecie podejście do Sandecji Nowy Sącz i tym razem bardzo udane. Wychowanek „Sączersów” rozegrał 31 spotkań na zapleczu Ekstraklasy, stając się jednym z najlepszych golkiperów w rozgrywkach 2018/19. Dzięki świetnym występom po raz drugi dostał szansę, aby spróbować swoich sił w ekstraklasowym klubie. Tym razem w Koronie Kielce.

Ekstraklasa w końcu na poważnie

W Kielcach w końcu było dane Koziołowi posmakować Ekstraklasy na poważnie. Występy w barwach Zagłębia były tylko epizodami, ale u klubie z województwa świętokrzyskie odnalazł się znakomicie, choć nie od początku sezonu był pierwszym wyborem – a był nawet trzecim! Od pierwszej kolejki 2019/20, trener Gino Lettieri stawiał w bramce na młodzieżowca Pawła Sokoła, a jego zmiennikiem był Luka Kukić. Po zwolnieniu trenera, we wrześniu 2019 roku do bramki skoczył Kozioł i już miejsca nie oddał aż do końca sezonu. Rosły golkiper zbierał bardzo dobre recenzje i jak przekonuje nas rozmówca, Mateusz ŻelaznyKorona Kielce spadłaby z ligi dużo wcześniej gdyby nie postawa Marka w bramce.

– W zasadzie tylko dzięki jego interwencjom i wielokrotnie uratowanym punktom, Korona tak długo liczyła się w walce o utrzymanie. Szkoda było tego faceta, kiedy mimo jego wysiłków i interweniowania w nieprawdopodobnych wręcz sytuacjach, Korona przez postawę kolegów schodziła z boiska pokonana – przekonuje nasz rozmówca.

Po spadku Korony, Kozioł nadal był „jedynką” w kieleckiej bramce. Miejsce w składzie stracił w marcu 2021 roku, ale nie było to spowodowane formą sportową. Gdy Korona nie miała już żadnych szans na załapanie się do baraży, w Kielcach postanowiono mocniej skupić się na Pro Junior System. W związku z tym Kozioła odstawiono od składu, a w bramce „Złocisto-krwistych” występowali Jakub Osobiński oraz Marcel Zapytowski. Po zakończeniu rozgrywek opuścił Suzuki Arenę. 

Marek Kozioł w barwach Korony Kielce, foto: Piotr Matusewicz

Mocne i słabe strony

Zdecydowanie więcej plusów widzimy przy nazwisku Kozioła, ale są pewne mankamenty nad którymi golkiper biało-czerwono-białych musi popracować.

Atutami Marka Kozioła są doskonała gra w powietrzu i gra na linii. Nowy bramkarz ŁKS ma 199 cm wzrostu i króluje w polu karnym przy dośrodkowaniach rywali. Zdecydowana większość wrzutek posyłanych na 5-10 metr pada łupem golkipera. Oprócz dwóch wspomnianych atutów, pozytywnym aspektem gry wychowanka Sandecji jest bronienie strzałów w sytuacjach jeden na jeden, z atakującym.

Jeśli chodzi o minusy to Kozioł nie zbyt komfortowo czuje się w grze nogami. Problemem 33-latka wydaje się też gra wysoko poza szesnastką – rzadko kiedy wychodzi do piłki, a gdy już zdecyduje się na ruch to czasami kończy się to bardzo źle (m.in. taki błąd popełnił Marek w spotkaniu z ŁKS-em).

Specjalista od rzutów karnych

Marek Kozioł jest uznawany za jednego z lepszych specjalistów, w bronieniu jedenastek. Doświadczony bramkarz obronił w swojej karierze dziesięć rzutów karnych na 37 wykonywanych – w tym jednego wykonywanego przez Maksymiliana Rozwandowicza. Co ciekawe w minionych rozgrywkach wybronił aż trzy rzuty karne.

Bilans przeciwko ŁKS

33-latek podczas swojej kariery siedmiokrotnie miał okazję wystąpić przeciwko ŁKS. „Rycerze Wiosny” nigdy nie byli dla niego szczęśliwym rywalem, o czym może świadczyć tylko jedna wygrana, przeciwko zespołowi z alei Unii. Kozioł miło nie wspomina też wizyt na naszym obiekcie, bo praktycznie za każdym razem przytrafiał mu się jakiś błąd.

W 2019 roku, popełnił błąd przy wyprowadzaniu piłki, z czego skorzystał Dani Ramirez, kilka miesięcy później dał się zaskoczyć z dystansu Rafałowi Kujawie, a przy okazji ostatniej wizyty na Stadionie Króla, w niezrozumiały sposób wyszedł z bramki i piłkę z najbliższej odległości wpakował do siatki – Pirulo. Liczymy, że z przeplatanką na piersi będzie już tylko lepiej.

Foto: ŁKS Łódź