Tomasz Salski: Kibu Vicuña wiosną będzie prowadził ŁKS w I Lidze

Prezes Tomasz Salski w środowe popołudnie gościł w programie „Piłka Meczowa” na antenie Telewizji Toya. Podczas niego został poruszony m.in wątek postawy ŁKS-u jesienią w rozgrywkach I Ligi. Włodarz klubu z al. Unii 2 podkreślał, że na to wpływ miało wiele czynników, natomiast pewnym jest to, że pozycja trenera jest niezagrożona. 

O tym czy postawa klubu na jesień jest zawodem:

– Bez wątpienia, liczyliśmy na lepszy wynik i wyższą zdobycz punktową. Nie wiem czy po doświadczeniach poprzedniego sezonu byliśmy żelaznym kandydatem, natomiast wymieniano nas w gronie kandydatów, aczkolwiek ta liga, co wszyscy podkreślają, jest bardzo specyficzna. Każdy każdemu może urwać punkty, to też pokazuje z kim my straciliśmy punkty, oczywiście patrząc na tabelę i tak to oceniając. Zawsze będę podkreślał, że żeby zrobić awans, no niestety, od 11-12 miejsca trzeba po prostu mieć komplet punktów.

O tym za co prezes ceni trenera:

– Jest to trener, który ma inne spojrzenie na piłkę niż dotychczasowi trenerzy. To jest szkoleniowiec, który opiera swoją pracę, czy to w sztabie, czy drużynie, na dialogu. Wydaje mi się, że to na te trudne czasy, jakie zastał, to w dużej mierze też dzięki jego postawie przez to przeszliśmy. Jeśli chodzi o walory futbolowe – jest to kwestia czystego warsztatu, trochę innego spojrzenia na piłkę. Na pewno ta praca na treningach wygląda inaczej, nam dzisiaj pozostaje cierpliwie czekać czy w przyszłej rundzie już będą efekty, jak mam nadzieję oczywiście. Natomiast nie możemy oceniać dzisiaj tej rundy odrzucając kontuzje, zupełnie się z tym nie zgadzam.

O cierpliwości względem trenerów:

– Ja zawsze byłem cierpliwy do trenerów. Sytuacja w poprzednim sezonie nie wynikała z braku mojej cierpliwości. Jeżeli chodzi o kwestię trenera Mamrota, to nie była moja decyzja, żeby się poddał i chciał odejść. Trudno kogoś takiego trzymać w klubie, kto myśli o innej drużynie. Szczególnie w momencie mocno newralgicznym, kiedy zbliżały się baraże. Nie do końca byliśmy pewni czy te baraże w ogóle będą, o tym również musimy pamiętać. Po drugie, z drużynami, z którymi w tych barażach mieliśmy się spotkać, nie mieliśmy dobrych wspomnień. ŁKS na Arce nie wygrał chyba nigdy, a bramki tam strzelali, oprócz zawodników za mojej kadencji, pan Terlecki i pan Ziober. To też pokazuje jak trudno się ŁKS-owi przez te lata grało na Arce.

O trenerze Pogorzale:

– Marcin nie ma uprawnień, żeby być trenerem pierwszej drużyny. Nie będziemy grać na czyjeś papiery i tak dalej. Liczę na to, że Marcin zostanie z nami dłużej i będzie trenerem, który z pomocą ŁKS-u będzie się kształcił, aby uzyskać stosowne uprawnienia i mam nadzieję, że w przyszłości będzie trenerem ŁKS-u. Mówiłem o tym kilka lat temu, jak byliśmy bodajże w II Lidze, że chciałbym, aby trenerzy z Akademii zasilali sztab i powoli stawali się trenerami pierwszej drużyny. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości tak się stanie.

O tym czy z trenerem Stawowym nie awansowałby do Ekstraklasy:

– Tego nie wiem, natomiast oceniając cały ten okres… Przypomnijmy, że ten „brak cierpliwości” to od 18 listopada porażka z Radomiakiem, Łęczną, Miedzią, remis z Puszczą i porażka z Bruk-Betem, Legią, bardzo mocna z Tychami, wygrana z Odrą i remis z Widzewem, trzeba przyznać szczęśliwy, bo goniliśmy wynik od 0:2. To nie jest tak, że decyzje podejmuje się wyłącznie pod wpływem wyników, to też jest kwestia tego co się dzieje w klubie. Taką podjąłem decyzję i dzisiaj gdyby to wszystko potoczyłoby się w ten sam sposób, jeśli chodzi o te mecze i całą sytuację, to na 100% procent podjąłbym taką samą decyzję. Brakuje mi tutaj jednej rzeczy – gdzie tu jest brak oceny i brak cierpliwości, jeśli drużyna wyglądała bardzo źle. Z niektórymi pomysłami trenerów jest tak, że jeśli trener ma jakąś wizję i cały czas ją wprowadza, ewentualnie wprowadza jakieś korekty to możemy wykazywać się cierpliwością. Natomiast jeżeli cały czas jest tak samo i cały czas w to brniemy i nie widać żadnych zmian, to wydaje mi się, że musimy reagować.

O tym czy Vicuña pozostanie trenerem na wiosnę:

– ŁKS nie jest taką drużyną, która bez swoich kluczowych zawodników będzie w stanie włączyć się do walki o awans. Byli zawodnicy, którzy wypadają z zespołu na 4, 5, niektórzy 6 tygodni, bądź tacy, którzy grali tylko na początku, jak Michał Trąbka, który w mojej ocenie jest naszym kluczowym zawodnikiem. Nie ma szans, żebyśmy bez tych zawodników mogli realnie myśleć o regularnym punktowaniu, o regularnych zwycięstwach. I nie można oceniać, przynajmniej ja tego nie zrobię, pracy sztabu i pracy trenera, wyłączając kwestię kontuzji i spraw organizacyjnych, za które jestem odpowiedzialny. 

O tym czy trener Vicuña jest dobrym szkoleniowcem na ciężkie czasy:

– To na pewno trener, który w tych trudnych chwilach był bardzo pomocny, pod tym się podpisuję. Jeśli chodzi o mnie, będzie to trener, który będzie odpowiedzialny za ŁKS na wiosnę. Oczywiście, biorąc pod uwagę moje doświadczenia z poprzednimi trenerami, może ktoś przyjdzie i będzie chciał trenera Vicuñę wykupić. 

O tym kto awansuje w tym sezonie do Ekstraklasy:

– Ja powiem kto chciałbym, żeby awansował, być może niektórych zaskoczę – Widzew, ŁKS i Tychy. Ja bym chciał, żeby te drużyny awansowały. Łódzkie kluby powinny i to zawsze będzie ciekawsze, jeśli będą na wyższym poziomie rozgrywkowym. Po drugie, podział środków w Ekstraklasie byłby dla nas przychylniejszy, bo jest tam ranking historyczny, a z tych trzech klubów tylko my byśmy byli wyżej w punktacji. Tak zupełnie serio, jestem dzisiaj pogodzony z tym, że jedno z tych miejsc jest dla Miedzi Legnica. To nie jest przypadek, że są tak wysoko w tabeli, mają dużo punktów i są tak regularni. To jest po prostu dobra drużyna, tam jest team spirit. Ważne też jest to, że to chyba jedyna drużyna, która miała tylko jedną poważną kontuzję, Drzazgi, a tak to ich to omijało. Każda z drużyn miała mniejsze bądź większe problemy – czy to Widzew, Korona czy Arka, nie mówiąc o nas – na tym polu. Wydaje mi się, że to też jest wynik tego, że zawodnicy byli bez żadnego okresu wolnego, bo przypomnę, że te urlopy ich były 6/7 dniowe, w naszym przypadku gdzie do samego końca graliśmy w barażach. 

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta