Media po meczu z Lechią Gdańsk

Łódzki Klub Sportowy na inauguracje rozgrywek PKO BP Ekstraklasy bezbramkowo zremisował z Lechią Gdańsk. Po spotkaniu w mediach nie brakowało pozytywnych opinii na temat gry zespołu Kazimierza Moskala. Sprawdziliśmy dla Was co słychać w prasie i mediach społecznościowych o pierwszym meczu ełkaesiaków po powrocie do elity.

Weszło

Powrót po latach? Przyjemny, ale i pozostawiający niedosyt

łks lechia 1

– Słodko-gorzki smak towarzyszy ełkaesiakom od lat. Co przydarzy im się jakiś sukces, to chwilę później kłopoty finansowe, otworzą wypasioną trybunę, to i tak się wszyscy śmieją, że zamiast pozostałych trzech na obiekcie jest łąka. Czy naprawdę można było się spodziewać innego scenariusza na ich powrót do Ekstraklasy, niż wybitnie słodko-gorzki remis przy równie słodko-gorzkich odczuciach wszystkich, którzy ŁKS widzieli po raz pierwszy od siedmiu lat?

– Większość kibiców czy ekspertów się zgodzi – ŁKS jest jedną z największych zagadek Ekstraklasy. Jak przecież oceniać drużynę, której połowa to piłkarze występujący w klubie od III ligi? Pierwsze, zupełnie naturalne skojarzenie – skoro trzy lata temu kopali na czwartym poziomie rozgrywkowym, to przecież w Ekstraklasie zostaną zniszczeni. Ale potem przychodzi refleksja – ci goście zrobili trzy awanse w trzy lata, z czego ten ostatni po fantastycznej wiośnie, gdy o ŁKS-ie pisało się wyłącznie dobrze, albo nawet bardzo dobrze.

– Trener? Kazimierz Moskal z jednej strony zbiera dziesiątki pochwał za pracowitość, uparte propagowanie krakowskiej piłki opartej na krótkich podaniach czy uczciwe podejście do podopiecznych. Z drugiej – w Ekstraklasie wciąż uchodzi zaledwie za średniaka, branego najczęściej w roli strażaka albo „opcji ekonomicznej”, jak swego czasu w Wiśle Kraków. W CV spadek z Sandecją, niby z jednej strony „usprawiedliwiony” bałaganem w klubie, z drugiej – nadal spadek.

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

Przegląd Sportowy

Dobry występ ŁKS w Ekstraklasie po siedmiu latach przerwy 

łks lechia

– W pierwszym meczu po powrocie do ekstraklasy ŁKS bezbramkowo zremisował z Lechią Gdańsk.

– Od momentu błyskawicznego rozwoju przemysłowej Łodzi w XIX wieku zwykło się mówić, że ze względu na swój kapitalistyczny rodowód jest to amerykańskie miasto na polskiej ziemi. Tutaj przez lata też szukano spełnienia snów – o bogactwie, sławie, potędze. Jeden spełnił się na pewno i to niedawno – szefów i kibiców ŁKS o odbudowie po bankructwie i powrocie do ekstraklasy. I trwa dalej. Po pierwszej kolejce nowego sezonu Rycerze Wiosny mają jeden punkt i zatrzymali Lechię Gdańsk.

– Choć chyba nawet w najśmielszych snach fani biało-czerwono-białych nie wymyśliliby przebiegu piątkowego spotkania. Nie dość, że po ledwie kilku minutach gospodarze zaczęli dominować, to dodatkowo w chwili, kiedy ich przewaga nie podlegała dyskusji, skrzydłowy Lechii Žarko Udovičić wyleciał z boiska za faul w środku pola. Nic, tylko wygrywać.

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

ŁKS TV

Jan Grzesik: Z meczu na mecz nasza gra powinna wyglądać coraz lepiej.

WP Sportowe Fakty

Znani kibice na meczu ŁKS. Marcin Gortat i Bartosz Kurek wspierali ŁKS

– ŁKS Łódź w meczu 1. kolejki PKO Ekstraklasy zremisował bezbramkowo z Lechią Gdańsk. Z trybun łódzkiego stadionu beniaminka wspierali m.in. Marcin Gortat i Bartosz Kurek.

– Były koszykarz Los Angeles Clippers od lat wspiera ŁKS Łódź. W tym klubie zaczynał swoją karierę i jest z nim emocjonalnie związany. Już w zeszłym sezonie był obecny na kilku meczach piłkarskiego zespołu, który walczył o awans do Ekstraklasy. Marcin Gortat wybrał się również na pierwszy od siedmiu lat mecz ŁKS-u w najwyższej klasie rozgrywkowej.

– Na trybunach towarzyszył mu Bartosz Kurek. Gortat w sieci opublikował zdjęcie, na którym jest wraz z siatkarzem reprezentacji Polski. „Wspieram drużynę ŁKS-u z najlepszym graczem na świecie i najlepszym polskim sportowcem” – napisał jedyny polski koszykarz, którego drużyna awansowała do finału NBA.

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

Weszło

Bez goli, bez idealnych sytuacji, a jednak w Łodzi nie było nudno!

łks lechia 3

– Mecz bez goli, w zasadzie bez stuprocentowych sytuacji. Na dodatek rozegrany w Ekstraklasie. Taka mieszanka w prawie każdym przypadku oznaczałaby, że oglądaliśmy piłkarską padlinę. Ale nie tym razem. Mimo wszystkich powyższych czynników, po spotkaniu ŁKS-u z Lechią nie czujemy się wypruci z energii życiowej, nie mamy dość polskiej ligi na kolejne dwa tygodnie. 

– To był w sumie całkiem niezły mecz. Naprawdę. Nawet Maciej Gajos raz super podał zewniakiem (inna sprawa, że poza tym nic mu nie wyszło).

– Przy okazji byliśmy świadkami starcia dwóch zupełnie różnych filozofii futbolu. ŁKS chce grać piłkę piękną, efektowną, wzbudzającą entuzjazm na trybunach. Z kolei trener gdańszczan Piotr Stokowiec nawet w przedmeczowym wywiadzie mówił, że jego drużyna ma przede wszystkim być solidna w defensywie, a coś w ofensywie dorzucić przy okazji. Wyszło na to, że obie strony trochę rację miały i trochę nie.

– Beniaminek z Łodzi zgodnie z oczekiwaniami potrafił fajnie poklepać, zawsze było wielu ludzi do rozegrania. Problem pojawiał się wtedy, gdy należało wykonać decydujące podanie czy dośrodkowanie. Wtedy w polu karnym gości najczęściej przebywał osamotniony Łukasz Sekulski i niewiele mógł zrobić. Ten sam problem miał później jego zmiennik Rafał Kujawa, choć on nieco bardziej szukał sobie gry w innych sektorach. Dusan Kuciak często był sprawdzany przez zawodników ŁKS-u (oddali aż 25 uderzeń, z czego siedem celnych), ale głównie po strzałach z dystansu lub ze średnio komfortowych pozycji w obrębie szesnastki. Oczywiście Słowak tak czy siak mocno się wykazał, nie zaliczył jednak interwencji z gatunku spektakularnych. Raczej bardzo dużo solidnych.

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

Dziennik Łódzki

„Fajny ten ŁKS”…Eksperci chwalą ełkaesiaków na Twitterze

– Dobra postawa ŁKS w inauguracyjnym spotkaniu z Lechią Gdańsk została zauważona przez piłkarskich ekspertów. Ełkaesiaków z różnych względów chwalili po meczu na Twitterze m.in. Tomasz Smokowski, Andrzej Twarowski, Tomasz Urban i Łukasz Grabowski.

Cały artykuł Remka Piotrowskiego dostępny TUTAJ.

Przegląd Sportowy

Ośmiu wspaniałych 

18.08.2018 GARBARNIA KRAKOW - LKS LODZ FORTUNA I LIGA

– Kilku piłkarzy przetrwało z ŁKS wspinaczkę od klepisk w III lidze do ekstraklasy.

– Wszyscy marzyli, by wyrwać się z III-ligowego błota. Ot, choćby mecz w Wysokiem Mazowieckiem z Ruchem. Druga połowa marca, późnozimowa aura, murawa w okropnym stanie. Pięć minut przed końcem Jewhen Radionow strzelił gola na 3:1, podbiegł w kierunku sektora kibiców ŁKS. Jeden z kolegów chciał mu skoczyć na plecy, Ukrainiec akurat się schylił, kumpel przeleciał nad nim i wylądował twarzą w błocie przy linii bocznej.

– Zupełnie go nie widziałem! – śmieje się Żenia. Ma powody do radości. Jemu i siedmiu innym zawodnikom udało się. Razem z klubem przebyli drogę z czwartego poziomu rozgrywek do ekstraklasy

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

Interia

Sekulski: Pokazaliśmy, że nasz zespół w tej lidze nie zginie

łks lechia 2 sekulski

– Pokazaliśmy, że ŁKS w tej lidze nie zginie i to, jak chcemy w niej grać – ocenił pierwszy po latach występ drużyny z Łodzi w piłkarskiej ekstraklasie napastnik Łukasz Sekulski. Beniaminek na inaugurację rozgrywek zremisował 0-0 z Lechią Gdańsk.

– „Na pewno nie mamy się czego wstydzić, aczkolwiek w szatni był duży niedosyt. Nasz rywal długo grał w dziesiątkę, lecz bardzo mądrze się bronił, a w bramce miał świetnego bramkarza. Stąd nasza przewaga w posiadaniu piłki nie przełożyła się na bramki. Często jest tak, że kiedy zespół gra w osłabieniu, wstępują w niego dodatkowe siły i gra uważniej. Przekornie powiem, że łatwiej byłoby pokonać Lechię grając jedenastu na jedenastu” – tłumaczył Sekulski.

Cały wywiad z Łukaszem dostępny TUTAJ.

Weszło

Pierwsza kolejka, pierwsze sanie, pierwsze absurdalne pretensje

łks lechia 4

– Środek lipca, a tu sanki? No kto to widział. A taki ciekawy performance postanowił zaprezentować nam Żarko Udovicić. Sympatyczny gość, wygadany, pracowity. Szkoda tylko, że jego chwila odcinki mogła kosztować Jana Grzesika z ŁKS-u jakiś miesiąc w gipsie, kolejne cztery miesiące rehabilitacji i jeszcze z miesiąc dochodzenia do siebie w indywidualnym treningu. 

– Lechia to lubi sobie utrudnić życie w pierwszej kolejce sezonu. Pamiętacie poprzedni rok? Niemal dokładnie ta sama data, bo nie 19, a 20 dzień lipca. Sławomir Peszko postanawia przetestować podstawowego low-kicka na kolanie Arvydasa Novikovasa, za co zostaje wyrzucony z boiska, a następnie zawieszony przez Komisję Ligi. Teraz sequel tamtego dzbaniarstwa postanowił nakręcić gość, którego o podobny odpał byśmy nie podejrzewali. Sam moment faulu macie na zdjęciu głównym. Wyprostowana noga, wejście nie w tempo, bardzo duży impet, trafienie powyżej linii kostki. Modelowa czerwona kartka – taka z cyklu „zejdź z boiska, więcej nie grzesz, ochłoń przez trzy kolejki”. I tak dziwimy się, że Grzesik w ogóle mógł kontynuować ten mecz, bo nam tu pachniało jakimś paskudnym urazem, a chłop pozbierał się w trymiga i zaraz hasał sobie po flance. Całe szczęście.

Cały artykuł dostępny TUTAJ.

WP Sportowe Fakty

Jan Sobociński: Nie wystraszyliśmy się gdańszczan

– Jesteśmy na tym samym poziomie rozgrywkowym. Jak widać, nie ma różnicy, że my dopiero awansowaliśmy do Ekstraklasy, a Lechia gra w niej kilka lat – stwierdził obrońca ŁKS-u Łódź Jan Sobociński po bezbramkowym remisie z Lechią Gdańsk.

– Nie porównywałbym tego do sparingów – zaznaczył od razu obrońca Łódzkiego Klubu Sportowego – Tam działa inna prawidłowość. W lidze dochodzi gra o punkty, trochę stresu. Ale miło, że ktoś to widzi. Staramy się grać cały czas tak samo, pokazywać nasze atuty i utrzymywać poziom – dodał Jan Sobociński.

Cały wywiad z Jankiem dostępny TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.