Kibu Vicuña: Zabrakło sytuacji bramkowych, dobrych decyzji w trakcie ataku

Ełkaesiacy rozegrali wczoraj pierwsze spotkanie o punkty w 2022 roku. Niestety, na inaugurację wiosny z Jastrzębia-Zdroju przywieźli jedynie jeden punkt. Po meczu szkoleniowiec ŁKS-u, Kibu Vicuña, podkreślił, że tego dnia zabrakło łodzianom przede wszystkim dobrych akcji pod bramką przeciwnika. Mimo niesatysfakcjonującego wyniku, trener powiedział, że „walczymy dalej”.

O meczu:

– Moim zdaniem byliśmy lepsi w tym spotkaniu, jeżeli chodzi o prowadzenie gry i granie piłką. Niestety nie stworzyliśmy wielu sytuacji bramkowych, choć więcej niż przeciwnik, strzałów na bramkę było chyba 6-1 dla nas. Brakowało stworzenia większej ilości klarownych sytuacji. Najlepszą pod koniec miał Samu Corral, w pierwszej również mieliśmy dwie dosyć dobre. GKS Jastrzębie to drużyna grająca agresywnym, wysokim pressingiem, my częściej mieliśmy piłkę, ale trudno nam było kreować klarowne sytuacje bramkowe. Nie jesteśmy zadowoleni, chcieliśmy trzy punkty, a wracamy do Łodzi tylko z jednym. Walczymy dalej.

O tym czego zabrakło do strzelenia więcej bramek:

– Nie było skuteczności, czekałem na więcej sytuacji bramkowych. Mieliśmy większe posiadanie piłki na naszej połowie, pierwszej strefie i połowie przeciwnika, ale nie tworzyliśmy sobie prostych akcji, brakowało współpracy bocznych obrońców, skrzydłowych i ofensywnych pomocników. Wtedy czekaliśmy, wyglądało na to, że tych sytuacji będzie więcej, mieliśmy je na koniec, ale niestety nie strzeliliśmy. Musimy szanować punkt, oni strzelili pierwsi po naszej stracie na ich połowie, wyprowadzili szybką i ładną akcję. Później Piotr Janczukowicz strzelił na 1:1, ale nie jesteśmy zadowoleni bo wracamy tylko z jednym punktem. 

O tym czy trener jest zadowolony ze wszystkich zmienników:

– Wolski miał dwie dobre akcje na koniec, na szybkości. Javi przede wszystkim czuł się lepiej kiedy grał na prawej stronie, niż na lewej, wtedy współpraca z Bąkowiczem dobrze wyglądała. Mieliśmy dzięki temu najlepszą sytuację, tą w końcówce.

O powodach absencji Domingueza, Rozwandowicza, Szeligi i Kelechukwu:

– Są to zarówno kwestie rywalizacji, jak i drobnych urazów. Antonio najpewniej wróci w poniedziałek do treningów, Szeliga podobnie, między poniedziałkiem a środą będzie do naszej dyspozycji, Kelechukwu też. Kelly miał problem fizyczny po meczu sparingowym i dlatego go dzisiaj nie było.

O zmianie Tosika na Kowalczyka i graniu bez defensywnego pomocnika:

– Zależy jaki jest mecz. Była taka sytuacja, że oni w fazie defensywnej grali 4-4-1-1, Ali był za defensywnym pomocnikiem i wtedy zdecydowaliśmy się na to. Trąbka jest piłkarzem uniwersalnym, może grać jako „szóstka”, „ósemka”, „dziesiątka” i moim zdaniem dobrze wykonał swoją robotę. Wtedy Mateusz Kowalczyk grał jako „ósemka”, również jego normalna pozycja, a Ricardinho lub Pirulo na” dziesiątce”. Graliśmy więc wciąż z „szóstką”, bo był Trąbka, taki nienominalny, jak mówicie. Chcieliśmy dać impuls w ofensywie, bo w drugiej połowie był moment gdzie mecz się robił wyrównany i chcieliśmy ponownie mieć więcej piłki i dominować w środku pola.

O małą liczbę oddawanych strzałów przez zawodników w polu karnym rywali:

– Nie chodzi o brak odwagi. Czasami nie robimy prostych rzeczy, jeśli chodzi o przyjęcie, podanie i uderzenie. Dzisiaj brakowało nam więcej sytuacji w ostatniej strefie. Kiedy atakowaliśmy brakowało dobrych decyzji, wygrania pojedynku z przeciwnikiem kiedy atakujemy. Było tego mało, mieliśmy sześć uderzeń na bramkę, ale takich klarownych to trzy, cztery maksymalnie.

O tym czemu Stipe Jurić nie wszedł z ławki:

– Samu grał dobry mecz, doszedł do najlepszej sytuacji, tej w 88. czy 89. minucie. Normalnie musisz strzelić bramkę w takim momencie, zrobił dobrą robotę, więc nie zdecydowaliśmy się na zmienianie go.

O tym czy Corral zbyt często cofał się w głąb boiska:

– Nie, moim zdaniem nie. Zdarzało się tak czasami, ale tak zakładał plan meczowy, na przykład na otwarcie gry cofał się, ale potem był w polu karnym przeciwnika. 

Fot. ŁKS Łódź