Kazimierz Moskal: Chcemy brać sprawy w swoje ręce

Trener Łódzkiego Klubu Sportowego Kazimierz Moskal w najbliższy weekend wróci do Krakowa. Jego zespół zmierzy się na stadionie im. Józefa Piłsudskiego z Cracovią. Zdaniem 52-latka ŁKS zawsze chce dominować na boisku bez względu na to z kim gra. O tym i o innych tematach sternik łodzian opowiedział w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej”

O Cracovii

– Na pewno jest to mocniejszy zespół niż przed rokiem. Choć umówmy się: wyniki pierwszych meczów – szału nie ma. Odpadli z pucharów, a ambicje na pewno były większe, potem był remis w Lubinie. Trzymałem kciuki za Cracovię w meczu pucharowym, ale styl Słowaków rzeczywiście bardziej mi odpowiadał. Oni również próbują budować akcje, dominować, utrzymywać się przy piłce. Oczywiście to też nie zawsze się udaje i prostsze środki bywają czasem skuteczniejsze w drodze do celu, ale na pewno znalazłem między nami dużo podobieństw.

O wizji gry zespołu

– Na boisku nie jesteśmy sami, nie przewidzę teraz, na ile pozwoli nam rywal. Czego by o naszej ekstraklasie nie mówić, to jednak są w niej wyższe wymagania. Doświadczenie poszczególnych zawodników i drużyn jest większe niż nasze. Popatrzmy na drogę, jaką w ostatnich latach przeszedł ŁKS. Przecież w tej lidze jesteśmy nowicjuszem. Na pewno jednak pozostaniemy wierni naszemu stylowi i wizji, choć zdajemy sobie sprawę, że będą takie mecze, kiedy przeciwnik będzie od nas lepszy i zmusi nas do obrony. Wtedy musimy adaptować się do warunków i jakoś sobie z tym poradzić.

– Chcemy przede wszystkim uczyć zawodników, żeby nie bali się grać, żeby poczynając od bramkarza wszyscy zawodnicy brali udział w budowaniu akcji. Nie chcemy grać oczywiście tylko po to, żeby się utrzymywać przy piłce i śrubować statystyki. Chcemy, żeby oglądając mecze ŁKS-u można było śmiało powiedzieć: to jest piłka nożna. Obojętnie, jakim wynikiem skończy się mecz, to zawsze musi się coś w nim dziać, muszą być emocje. Chcemy brać sprawy w swoje ręce.

O Krakowie

– Fajnie będzie przyjechać do Krakowa. Nie muszę chyba mówić, że to miasto bardzo mi bliskie. Choć akurat ostatnio wyprowadziłem się poza Kraków.

O Krzysztofie Przytule

– Na pewno miał duży wpływ na to, że tu jestem. Zresztą to on zadzwonił do mnie rok temu z propozycją pracy. Graliśmy kiedyś razem w Hutniku Kraków. Krzysiek był wtedy młodziutkim zawodnikiem, pamiętam, że jeździł na zgrupowania czy konsultacje reprezentacji młodzieżowej. A ja wtedy byłem już stary wyga (śmiech). Dzisiaj na pewno dobrze się rozumiemy i dogadujemy.

O modelu budowania zespołu

– W ostatnim meczu mieliśmy w składzie jednego obcokrajowca. Drużyna nie jest również wiekowa, choć mamy też doświadczonych graczy. Chcemy, żeby to był bardziej polski klub, a nie potężny zaciąg z zagranicy. Nie zamykamy się oczywiście na inne możliwości, bo zawsze można znaleźć fajnego zawodnika, ale to nie będzie nasza metoda. Będziemy chcieli zachować zdrowe proporcje. Choć – to paradoks – dziś w Polsce przez przepis o młodzieżowcu trudniej będzie zatrudnić młodego chłopaka. Kwoty, który czasem padają na rynku są absurdalne.

– Można mieć różne koncepcje, ale ostatecznie – banalnie to zabrzmi – wszystko zależy od tego, jak będziemy grać. Pewne jest jedno: jeśli mamy konkretną filozofię i strategię, to tą drogą trzeba iść. Jeśli pojawią się niepowodzenia, to nie można nagle po dwóch-trzech meczach powiedzieć: dobra, to teraz wszystko wywracamy do góry nogami, szukamy innych zawodników, o innych walorach, zmieniamy metody. To nie miałoby sensu. Ważne jest to, żeby w trudnych momentach – a one pojawią się na pewno – nie tracić głowy, tylko robić swoje. To, w co się wierzy. W klubie mówimy jednym głosem i to jest fajne.

O różnicy pomiędzy pierwszą ligą, a Ekstraklasa

– Każdy chce rywalizować na najwyższym poziomie. A satysfakcja jest tym większa, że bezwzględnie zasłużyliśmy na ten awans. Przyjemnością jest prowadzić ten zespół w ekstraklasie, to inny przekaz, inny odbiór. Na całą Polskę. Pierwsza liga a ekstraklasa to duża różnica. A my mamy swoje plany i marzenia.

Źródło: Gazeta Krakowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.