Felieton: Nie taki diabeł straszny

Dawno nie byłem tak podekscytowany jak przed meczem w piątek. Zresztą chyba nie tylko ja. Większość kibiców ŁKS-u była rozemocjonowana. Po siedmiu latach klub wracał do elity, po długiej, wyboistej, aczkolwiek ostatnio dość szybko przebywanej drodze. Już na kilka dni przed spotkaniem Internet podgrzewał atmosferę. Twitter huczał od sond wypełnianych przez ekspertów. Kto będzie w pucharach, kto spadnie, kto rozczaruje, a kto będzie czarnym koniem? Jeśli chodzi o ŁKS zdania były podzielone, a to nie pomagało. Bo komu wierzyć? Smokowskiemu, który już przed rozpoczęciem sezonu spuścił łodzian z powrotem do Pierwszej Ligi, czy Golańskiemu u którego tę rywalizację wygrały Górnik, Arka i Wisła Płock?

Z jednej strony obiecujące sparingi, w których łódzki klub z reguły miażdżył w pięknym stylu przeciwników, a z drugiej problemy z sektorkiem dla przyjezdnych. Powiało delikatnie starymi czasami, tylko że w starych czasach nie było w ŁKS-ie tyle spokoju co teraz. O ile sportowo zapewnia go trener Moskal z dyrektorem Przytułą, o tyle organizacyjnie duet prezesa Salskiego i dyrektora Lisa. Na zakończenie całego zamieszania prezes Salski łagodnie i z pełnym zrozumieniem wypowiedział się o miejskiej spółce obsługującej stadion. Tak się robi biznes z klasą! Tysiące rozpalonych głów zastanawiało się czy podołamy sportowo, organizacyjnie, kibicowsko? Czy Dani Ramirez pozostanie czarodziejem murawy, czy wszyscy będą kibicować tak jak na Ekstraklasę przystało, czy klub nie popełni jakiejś gafy? Wszystko miało się wyjaśnić w piątek po 20:30. Już na pierwszy rzut oka widać było, że coś się zmieniło. Samochody Live parku, niby w tym samym miejscu, a jednak dużo większe niż te z Polsatu. Nawet policjanci wyglądali jakoś groźniej. Przy odbiorze akredytacji dziennikarze dostawali kupon na jedzenie, którym na Twitterze nie omieszkał pochwalić się redaktor Sędzicki. Dużą zmianą okazało się umiejscowienie wejścia do sali konferencyjnej. Teraz dziennikarze wchodzą tam przez wejście Media i przyznać trzeba, że ochrona skrupulatnie tego pilnuje. W sali konferencyjnej sprytne udogodnienie – podest na końcu sali dla kamer, żeby nie zasłaniały widoku dziennikarzom. Po wejściu na murawę również lekki szok. Chociaż elektroniczne bannery nie raz były już na Al. Unii widziane podczas transmisji z Pierwszej Ligi i Pucharu Polski, to dziennikarzy było nieporównywalnie więcej. Samej obsługi transmisji było chyba wczoraj tyle, ilu wszystkich dziennikarzy podczas niektórych meczów Pierwszej Ligi. Do tego prowizoryczne studio „Super Piątek” z Andrzejem Juskowiakiem, ustawione tuż obok murawy i kamery, wydaje mi się, że w ilości podobnej do tych polsatowskich
Podczas rozpoczęcia spotkania więcej flag, emblematów, nawet reklamy na bramkach. Dużo tego a jednak wszystko było na swoim miejscu. Jaki tu spokój, nic się nie dzieje! Z głośników popłynął znajomy głos Kamila Janiszewskiego, którego osoba jest na tyle ceniona, że w sobotę został wypożyczony do Bełchatowa na mecz Rakowa z Koroną. Jeszcze tylko dzieciaki z Akademii pewnie i elegancko wyprowadziły piłkarzy na stadion i zaczęło się high level show! Jeśli do tego wszystkiego dodamy strefę kibica, catering i całą obsługę strefy Sky Box to przyznać trzeba, że dzień meczowy jest dużym przedsięwzięciem. Wygląda na to,że organizacyjnie ŁKS zdał egzamin.
a3a
Trybuna była cała biała! Cała biała i cała śpiewała! Do tego oprawa na stałym, dobrym poziomie. Wydawało mi się, że było też dużo bardziej powściągliwie jeśli chodzi o antydoping niż w Pierwszej Lidze i bardzo dobrze, bo przecież kultura i szlachectwo idą w parze. Pięknie odśpiewane „Niezwyciężeni” z biało-czerwono-białym morzem szalików. Wrażenie zrobiła na mnie też falująca trybuna, gdy wszyscy podskokami udowadniali komu tak naprawdę w Łodzi kibicują. Naprawdę zasłużyliśmy na tę Ekstraklasę! Elegancko! Bardzo ucieszył mnie widok wypełnionej trybuny gości. Szkoda, że taka ona mała, bo na wyrównany głosowy pojedynek nie było przy tej ilości przyjezdnych szans, a wierzcie mi, że do ostatniej minuty również oni byli pewni zwycięstwa swojej drużyny.
a4a
Bałem się przed meczem, że piłkarze ŁKS-u będą sparaliżowani całym tym blichtrem i zainteresowaniem mediów. Niepotrzebnie. Patryk Bryła znowu bez pardonu atakował bramkarza i mało brakowało a raz Kuciak zrobiłby ŁKS-owi prezent. Max i Janek czyścili zapędy gdańszczan z duża pewnością. Piątek był takim samym profesorem jak zwykle. Gra wymienionych i pozostałych sprawiała, że Lechia wcale nie wyglądała groźniej niż Raków czy Stal Mielec w Pierwszej Lidze. Już po 15 minutach wiedziałem, że będzie dobrze! W drugiej połowie mecz z zamurowaną Lechią przypominał mi raczej zeszłoroczne starcie z Puszczą Niepołomice w Łodzi, niż świeżym zdobywcą Superpucharu Polski. Oczywiście trzeba jeszcze napisać o Maestro. Dani grał jak to Dani, a może nawet jeszcze lepiej. Na Twiterze w zasadzie już jest sprzedany do Legii i wcale się nie dziwię, bo balansu ciałem może mu zazdrościć nawet śp. Michael Jackson. I jeszcze jedno. To jest drużyna! Drużyna Kazimierza Moskala! Trener podczas konferencji tłumaczył zmianę Jana Grzesika ryzykiem drugiej żółtej kartki. Sam piłkarz nie miał o zmianę pretensji, nie Dziczkował. Wprost przeciwnie – nie był z siebie zadowolony i wiedział, że Artur Bogusz był pod koniec meczu potrzebny, żeby powstrzymać szybkiego Mladenowicia.
a5a
Adrenalina opadła. Organizm się zaadoptował. W zasadzie już po pierwszej połowie Ekstraklasa przestała się dla mnie jakoś znacząco różnić od Pierwszej Ligi. Przecież w sumie te całe billboardy, kamery już kiedyś u nas były. Okazało się, że medialne nazwiska Kuciaka, Peszki czy Sobiecha nie robią z nich supermenów. Może tylko Juskowiak okazał się być trochę wyższy niż mi się wydawało. Opakowanie ładniejsze, ale gra wciąż na tych samych zasadach. Piłka nadal jest okrągła a bramki są dwie. Na szczęście Maestro tylko jeden! Święto inicjacji się skończyło, teraz regularna ligowa harówka.
a6a
Nie byłbym sobą gdybym nie dodał małej łyżeczki dziegciu do tej laurki. W zasadzie większość mediów po meczu zwraca uwagę na pojedynczą trybunę naszego klubu. Że to jest po prostu słabe. I choć wiem, że wszystko idzie w dobrym kierunku to wierzę, że Pani Prezydent Zdanowska wyciągnie z tego jakieś wnioski na przyszłość. Że jeszcze bardziej będzie ufać osobom z kręgu ŁKS-u, takim jak prezes Salski czy Marcin Gortat. Gdyby ŁKS już wczoraj miał pełnowymiarowy stadion, piłkarskie święto przy Al.Unii byłoby w pełnej krasie widoczne dla całej Polski (kamery chwytałyby pewnie dużo częściej i Panią Prezydent na Sky Boxie), a tak wszyscy podziwiali głównie, notabene bardo dobry, wynik pracy firmy Ada Light.
a7a
Lens Strong

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.