Ensar Arifović: ŁKS w którym grałem to była jedna wielka rodzina

Nazwisko Ensara Arifovicia nadal elektryzuje wielu kibiców biało-czerwono-białych. Drugi najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii klubu zawsze zostawiał na boisku zdrowie. Przed spotkaniem derbowym porozmawialiśmy z byłym napastnikiem ełkaesiaków.

40-letni Arifović po zakończeniu kariery piłkarskiej został agentem piłkarskim. W Łodzi grał przez dwa sezony w latach 2006-2008. W koszulce z przeplatanką rozegrał 65 meczów (trzeci najlepszy wynik wśród stranierich) i zdobył w nich 17 goli (drugie miejsce w klubowej historii za Radionowem). Jego gole przeciwko Wiśle Kraków, Legii Warszawa, Cracovii czy Pogoni Szczecin pamiętamy do dziś.

Pierwsze wspomnienie na myśl o derbach Łodzi? 

Ensar Arifović: Pierwszy mecz derbowy jaki pamiętam to porażka na Widzewie 1:2. Ale zdecydowanie najbardziej zapamiętam te derby z 2008 roku u nas. Wygraliśmy 2:0 po golach Tomka Kłosa i Marcina Adamskiego. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek indziej była taka atmosfera na stadionie jak tamtego dnia. Z tego co pamiętam to była to niestety niedziela. Zawsze po meczach szliśmy całą drużyną na miasto – a tu wszystko zamknięte, bo niedziela. 🙂 Pamiętam też przed meczem jak całą noc latały śmigłowce nad Łodzią. Mówię sobie kurde, przeżyłem wojnę w Bośni, więc myślę – co to dla mnie derby, skoro po ulicach chodziło wojsko? 

Fotografia: Marek Kowal

Wiesz, że jesteś drugim najlepszym strzelcem w historii klubu wśród obcokrajowców, z 17 trafieniami na koncie?

– Serio? To bardzo miłe, ale szkoda, że nie pierwszy. To dla mnie wielki powód do dumy, ale żałuję, że nie jest mi dane być pierwszym, bo kilka razy była opcja mojego powrotu do ŁKS, ale chyba jakoś trenerzy mnie nie chcieli. 

Mieszkasz w Bośni? 

– Tak, w Sarajewie. 

Kiedy byłeś ostatnio w Polsce?

– Trzy lata temu. Miałem teraz niedawno przyjechać, ale już poczekam, aż otworzą stadiony. Wtedy na pewno zobaczymy się na stadionie. 

Wiem, że jesteś agentem piłkarskim. Ktoś z „twoich” piłkarzy gra już w Polsce?

– Jeszcze nie. Ale mam wielką nadzieję, że wkrótce się to wydarzy. 

Chyba teraz piłkarze mają łatwiej niż wtedy kiedy ty grałeś w piłkę.

– Tak ten świat piłkarski wygląda teraz zupełnie inaczej. Teraz piłkarze mają dużo lepiej i zdecydowanie jest im łatwiej zarobić duże pieniądze i to przy średnich umiejętnościach piłkarskich. Strzelisz pięć goli w Ekstraklasie i teraz każdy chce cię pozyskać. Nawet nie trzeba wyjeżdżać z Polski, bo tutaj też bardzo dużo płacą. 

Ty pewnie po tych 16 golach w dwóch sezonach Ekstraklasy, byś trafił do dobrego klubu zagranicznego, a nie do Jagiellonii. 

– No cóż. Pewnie tak by było, ale taki jest już los. Nic już się nie da zmienić. 

Jesteś zadowolony ze swojej kariery piłkarskiej? Czy może uważasz, że mogłeś osiągnąć więcej?

– Kurcze – uważam, że mogłem osiągnąć dużo, dużo więcej. Ale może brakowało mi jakiejś osoby obok – np. agenta, który by pokierował moją karierą. 

Masz w ogóle kontakt z kimś z obecnego ŁKS? Ostatnio do klubu wrócił Adaś Marciniak z którym grałeś przed laty w Łodzi.

– Z Adasiem właśnie gadałem parę dni temu. Zawsze darzyłem go dużą sympatią, bo on dopiero wchodził wtedy do dorosłego futbolu. Starałem się mu pomóc jak tylko mogłem. Pamiętam mecz z Cracovią, gdzie całą drużyną specjalnie zagraliśmy dla Adama, któremu zmarł tata.  W klubie jest też nadal kierownik Jacek Żałoba, ale nie mam z nim kontaktu. Muszę sobie numer do niego załatwić i zadzwonić. 

Kierownik Żałoba to człowiek instytucja. Jak go wspominasz?

– To jest super gość. Wszystko potrafił załatwić. Po prostu – on był ŁKS-em! Był bardzo dokładny. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. 

Rzadko, który obcokrajowiec wzbudza tyle pozytywnych emocji w Łodzi jak ty. Uważasz, że zapisałeś się czymś w pamięci kibiców ŁKS? 

– Nie wiem. Ja zawsze byłem szczery wobec kibiców i wobec wszystkich innych osób. Nigdy nie całowałem herbu ŁKS po strzeleniu gola. Zawsze starałem się dawać z siebie wszystko na boisku. I jestem pewien, że żaden obrońca w lidze nie lubił grać przeciwko mnie. 

Fotografia: Marek Kowal

Jak scharakteryzujesz tamten ŁKS, w którym grałeś? 

– Ogólnie tamten ŁKS to była jedna wielka rodzina – na boisku i poza nim. Problemy finansowe, owszem były, ale w życiu nie miałem lepszego prezesa jak wtedy w ŁKS-ie. Zawsze dostawaliśmy kasę. Może z lekkim opóźnieniem, ale jednak te pieniądze zawsze do nas trafiały. Mi ŁKS nie jest winny ani grosza. 

Po awansie w każdym meczu szliście jak po swoje. Czuliście się mocni?

– Jak teraz patrzę na tamtą drużynę to dochodzę do wniosku, że była to mocna ekipa. Na każdej pozycji mieliśmy top piłkarzy. 

Twój najlepszy mecz w barwach ŁKS to pewnie ten z Wisłą Kraków? 

– No, wtedy z Wisłą nie było źle 🙂 , chociaż w pierwszej kolejce z Pogonią Szczecin też było dobrze – zaliczyłem asystę i strzeliłem gola. 

ŁKS to klub do którego masz największy sentyment?

– W Polsce zdecydowanie tak! 

A jak wyglądały kulisy twojego transferu do Łodzi?

– Po spadku z ekstraklasy z Polonią Warszawa wróciłem do Bośni. Jakiś czas później zadzwonił do mnie agent i spytał czy chciałbym przenieść się do nowego klubu. Nie znałem wtedy ŁKS-u, bo klub dopiero co awansował do Ekstraklasy. Ale muszę przyznać, że od pierwszego dnia, świetnie się czułem w Łodzi. 

Ja własnie pamiętam twoje występy jeszcze z Polonii. Miałeś dobre wejście do Ekstraklasy.

– To prawda. Parę goli strzeliłem dla Polonii Warszawa. Ale wydaje mi się, że ten spadek to był wtedy ustawiony. Moim zdaniem Polonia musiała wtedy spaść z ligi. 

Chyba wtedy grałeś też z Grzegorzem Kmiecikiem w Polonii Warszawa, a potem razem trafiliście do Łodzi.

– Tak. Grzesiek grał wtedy kiedy ja byłem zmęczony 🙂 – oczywiście żartuję. Oczywiście graliśmy wtedy w jednym zespole i sporo czasu spędzaliśmy razem poza boiskiem. 

Najlepszy piłkarz z którym grałeś w ŁKS?

– Zdecydowanie – Rafał Niżnik. Z nim wszystko było łatwiejsze. 

Fotografia: Marek Kowal

Śledzisz to co teraz dzieje się w ŁKS? 

– Jasne. Myślałem, że będzie łatwiej w tym sezonie, bo skład ŁKS ma niezły. Ale i tak jest pewien, że w tym sezonie będziemy cieszyć się z awansu do Ekstraklasy. 

Stadion też rośnie. Pewnie widziałeś.

– Pięknie to wygląda. Pojawię się na nowym stadionie na 200%. Mój przyjaciel Janusz Dziedzic mnie cały czas zaprasza do Łodzi, aby zobaczyć mecz ŁKS-u na nowym pięknym obiekcie. 

Po odejściu z ŁKS miałeś patent na nasz zespół. Strzelałeś gole dla Floty. 

– Tak, ale nigdy nie świętowałem zdobycia tych bramek. Kiedyś sporo wygraliśmy na ŁKS-ie – chyba 7:1 i było mi wtedy ich żal. Ale to była ostatnia kolejka ligowa i ŁKS miał już zapewniony awans do Ekstraklasy. 

Coś na koniec chciałbyś przekazać kibicom biało-czerwono-białym?

– Bardzo serdecznie ich pozdrawiam i chcę powiedzieć – do zobaczenia na stadionie już w Ekstraklasie! Tylko ŁKS! 

Z Ensarem Arifoviciem rozmawiał Piotrek. 

Zdjęcia Ensara Afirovicia dzięki uprzejmości pana Marka Kowala