Dobre złego początki… ŁKS – Wisła 1:2

Do fatalnej gry ŁKS-u zdążyliśmy się w tym sezonie już przyzwyczaić. I choć na początku meczu z Wisłą wydawało się, że ełkaesiacy mogą w końcu wygrać mecz, błędy i kontrowersje sędziowskie pozwoliły zawodnikom z Krakowa niemalże zapewnić sobie utrzymanie.

Siedem miesięcy – dokładnie tyle poza grą w Ekstraklasie był Maks Rozwandowicz. Stoper ŁKS-u wystąpił w meczu ligowym po raz pierwszy od grudniowego meczu z… Wisłą Kraków.
Oprócz powrotu Maksa w składzie “Rycerzy Wiosny” próżno było szukać jakichkolwiek zaskoczeń.

W KOŃCU! W końcu ŁKS był w stanie pierwszy strzelić gola! Aktywny od pierwszych minut spotkania Pirulo już w 9 minucie dostał podanie przed narożnik pola karnego Wisły. Po złamaniu do środka i ustawieniu piłki na lewej nodze oddał mocny strzał po długim słupku, który zaskoczył Lisa. 1:0 dla ŁKS-u!

Po zdobyciu bramki ełkaesiacy nie ustawali w atakach. Mieli swoje okazje, jednak Wisła nie pozostawała dłużna. Obie drużyny miały jednak ogromne problemy z wykończeniem okazji.

Jedno ŁKS-owi trzeba przyznać – w końcu piłkarze przestali bać się strzelać. Ełkaesiacy kilkukrotnie próbowali zaskoczyć Lisa z dystansu, jednak ich strzały nie były najbardziej precyzyjne, przez co zazwyczaj leciały ponad bramką.

W doliczonym do pierwszej połowy czasie gry ŁKS poczuł się trochę jak Święty Mikołaj przed Gwiazdką i podarował Wiśle bramkowy prezent. Jan Grzesik wyrzucał piłkę z autu w okolicach lini środkowej boiska. Pech w tym, że zrobił to na tyle źle, że piłkarz Wisły momentalnie przejął piłkę, podał ją do Alona Turgemana, który minął Malarza i strzelił do pustej bramki. 1:1 na chwilę przed zejściem do szatni.

Od początku drugiej połowy wydawało się, że na boisko wybiegła zupełnie inna 11 ełkaesiaków, choć dość paradoksalnie trener Stawowy nie dokonał żadnych zmian. Idealnym przykładem na to była sytuacja z 50 minuty. Jan Sobociński na skraju pola karnego postanowił sprawdzić siłę swoich rąk. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że wykorzystał do tego celu piłkarza Wisły. Sędzia Frankowski nawet się nie wahał i podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Alon Turgeman.

13 minut później sędzia Tomasz Frankowski, który bardzo delikatnie mówiąc, nie radził sobie z piątkowym spotkaniem, stworzył nie lada kontrowersje. Po zwyczajnej walce bark w bark, jakiej pełno w meczach piłki nożnej arbiter stwierdził, iż podyktuje kolejnego w tym meczu karnego dla Wisły. Na jego nieszczęście Arkadiusz Malarz zachował zimną krew i tym razem obronił strzał Rafała Boguskiego z 11 metra!

Aż do ostatnich akcji meczu ełkaesiacy próbowali wyrównać stan rywalizacji. Bardzo często próbowali nękać Lisa w obrębie jego bramki, jednak standardowo już – zabrakło wykończenia. Tym samym emocje w grupie spadkowej zniwelowały się niemalże do zera. Jeżeli Arka nie wygra spotkania z Koroną, poznamy komplet spadkowiczów.

Następny mecz ŁKS zagra w następną sobotę. Łodzianie pojadą do Gdyni, która w tym sezonie dała im już jeden punkt. Czy tym razem będzie tak samo?

ŁKS Łódź – Wisła Kraków 1:2 (1:1)
Bramki: Pirulo 9’ – Turgeman 45+1’,52’

ŁKS: Malarz (K) – Grzesik, Moros, Sobociński (69’ Dominguez), Wolski – Srnić, Rozwandowicz – Pirulo, Trąbka (81’ Sajdak), Ratajczyk – Corral (69’ Sekulski)

Wisła: Lis – Sadlok, Janicki, Klemenz, Niepsuj – Kuveljic, Basha – Hołownia (69’ Buksa), Chuca (46’ Wojtkowski), Boguski – Turgeman (77’ Tupta)