Marek Cieślak: Najważniejszym jest pokazać, że sekcja koszykarek się odradza

Niegdyś sam był kibicem, który dopingował koszykarki Łódzkiego Klubu Sportowego. Dzisiaj jest prezesem tej sekcji i zmierza z nią w kierunku odbudowania dawnej renomy. W rozmowie z portalem ŁKSFans.pl Marek Cieślak zdradził m.in. jak wygląda obecna sytuacja sekcji koszykówki kobiet.

Zacznijmy od początku – jak wyglądał upadek sekcji koszykówki kobiet w 2012 roku?
– Kwestia polegała na tym, że w 2012 roku, po długach pana prezesa Trześniewskiego musieli założyć jakby nowe stowarzyszenie, które dziedziczyło po ŁKS-ie Basket Woman. Czyli stowarzyszenie ŁKS Koszykówka Kobiet odziedziczyła po ŁKS Basket Woman wszystkie zawodniczki. I dalej problem polegał na tym, że wciąż jakby ta sekcja się powoli odradzała, były jakieś sukcesy i przyszedł moment, gdzie w 2013 albo 2014 roku nie zostały opłacone faktury. Należne faktury do Łódzkiego Związku Koszykówki.

To był początek problemów kobiecej koszykówki w ŁKS-ie?
– Był moment w sezonie 2010/11, kiedy drużyna w ogóle nie występowała, bo już wtedy nie było środków. 

Więc ten 2012 rok możemy nazwać ostatnim kamyczkiem do upadku sekcji?
– To nawet nie był upadek. Żeby sekcja nadal mogła istnieć, musiała zostać podpisana fuzja z SMS-em na Milionowej. Wtedy był ŁKS SMS. I wtedy zawodniczki ŁKS-u zostały przepisane do nowego klubu i straciły status wychowanek. To były tak właściwie same juniorki.

Cały ten proces przebiegał w pełni świadomie?
– Pewne rzeczy świadomie się nie działy. To nie polegało na świadomości, tylko na cyklu jakby wydarzeń. 

Skoro to co było mamy już za nami, to przejdźmy do tego co teraz. W nowym sezonie startujecie w II lidze ze składem samych wychowanek…
– Myśleliśmy, że wystartujemy samym najstarszym rocznikiem z klubu. Ale pojawiła się opcja, że dojdą do nas zawodniczki z Politechniki Łódzkiej, które będą stanowić trzon zespołu. One trenują na co dzień u Daivy Jodeikaitė. Resztę zespołu zasilą zawodniczki z rocznika U17.

Z Politechniką współpracujecie jedynie na płaszczyźnie zawodniczek, czy wynosicie z tego coś jeszcze?
– Na razie dopiero siadamy do rozmów w sprawie współpracy z Politechniką. Chcielibyśmy, żeby nasze zawodniczki, które chodzą aktualnie do liceum poszły na Politechnikę. Podpisanie umowy o współpracy to jest tak naprawdę proces długi. To nie jest tak, że dzisiaj będzie tak, a jutro tak.

Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że jako sekcja koszykarek działacie tak samo jak inne drużyny ŁKS-u – najpierw wychowanie młodzieży, a dopiero później seniorzy. Skąd w ogóle pomysł na to, żeby zacząć tę pracę od podstaw?
– Przede wszystkim odbudowa sekcji. Sam proces odbudowy sekcji wiąże się z szkoleniem młodzieży. To nie jest tak, że przychodzimy i od razu mamy całą strukturę. Nie sztuką jest kupować zawodników, sztuką jest ich wychować. Stwierdziliśmy, że będzie to najlepsze rozwiązanie, bo przede wszystkim będą to wychowanki. Chcemy, żeby u nas wszystko miało porządek, żeby Polki stanowiły główny trzon. Mamy świetne trenerki – Bożena Sędzicka. Alicja Bednarek

Bardzo podobną drogą idzie również sekcja koszykarzy. Czy wy jakkolwiek ze sobą współpracujecie, jako ta koszykarska część ŁKS-u?
– Tak, rozmawiamy. Dużo rozmawiamy. Mniej więcej kierujemy się podobnym tokiem. Uważam, że powinniśmy dalej rozmawiać i utrzymywać kontakt. 

Wielu ludzi z łódzkiego środowiska sportowego mówi, że te mniejsze kluby są traktowane przez miasto po macoszemu i niedofinansowane. A jak wygląda kwestia waszego budżetu?
– Teraz kwestia pandemii zniwelowała jakiekolwiek szanse na miejskie dofinansowania. U nas sprawa z budżetem wygląda tak, że głównym trzonem finansowym jest Międzynarodowa Szkoła Mistrzostwa Sportowego, która gdzieś tam pomaga nam w szukaniu sponsorów. Nie chce mówić kwoty, ale mamy zapewniony budżet na miarę II ligi. 

I ten budżet pozwala ze spokojem utrzymać drużynę w lidze i za jakiś czas myśleć o awansie?
– Trzeba pamiętać, że już samo wystartowanie w II lidze wymagało od nas zapewnienia budżetu na sezon w przód. 

A w tym aspekcie finansowym nie boicie się trochę tego, że możecie podzielić los Widzewa i nie mieć środków na funkcjonowanie w którejś lidze? Czy to w waszym planie długofalowym nawet nie wchodzi w grę?
– Mamy podpisane czteroletnie umowy. Każdą umowę musimy aneksować, wszystkie środki finansowe muszą być aneksowane. Jeśli miałoby się cokolwiek wydarzyć, no to na pewno nie będziemy planować wycofania zespołu z II ligi. Także wszystko spokojnie.

To jeszcze na chwilę zahaczmy o ten Widzew. Myśleliście przez chwilę, że dojdzie do Derbów Łodzi w tej II lidze?
– Były szanse na derby, ale jak wiemy nie dojdzie do nich. Może natomiast być tak, że pierwsze derby będą porażką, bo to będzie nowość dla tych dziewczyn. To już nie jest gra w drużynach młodzieżowych, one muszą się do tego przystosować. Ale myślę, że są przygotowane najlepiej.

W pojedynkach derbowych dużą rolę odgrywają również kibice. Pan jako prezes sekcji widzi na co dzień ich wsparcie?
– Ja uważam, że my kibiców nigdy nie straciliśmy. Najważniejszym jest pokazać, że ta sekcja się odradza. A to jest mozolny proces. Myślę, że ci kibice, którzy pamiętali świetność koszykówki za czasów Ziuny i potem pana Nowakowskiego nadal są. Po tych naszych perypetiach musimy odbudować ich zaufanie.

Wspomniał pan o Ziunie. Czy koszykarki ŁKS-u będą grały w hali jego imienia?
– Hala imienia Ziuny na razie dla koszykarek będzie niedostępna. Problem polega na tym, że ktoś wymyślił zapis, że żeby wejść i tam trenować, musimy mieć drużynę ekstraklasową. Mamy zapewnienie, że jak będziemy mieć ekstraklasową drużynę seniorską, to na hali wystąpimy.

Przejdźmy płynnie do waszej maskotki – kangurzycy Ziunki. Dlatego akurat kangurzyca? Bo o imię raczej nie trzeba pytać.
– Przeprowadziliśmy konkurs na Facebooku na zwierzątko bądź maskotkę klubową. Oczywiście brana pod uwagę była największa liczba głosów. Tą dostał kangurek.

Cześć. Jestem kangurzyca Ziunka i zostałam zaproszona na imprezę z okazji urodzin ŁKS. 1000 lat zacny jubilacie!!!! Ps. Mam być maskotką koszykarek ŁKS. Przyjmiecie mnie do swojej ekipy?

Opublikowany przez Łódzki Klub Sportowy – Koszykówka Kobiet Środa, 19 sierpnia 2020

A czy w bliższej bądź dalszej przyszłości możemy spodziewać się ełkaesiackiego wydarzenia, na którym spotkają się Rycerz Bodzio, Wiewiórka Zuzia i Kangurzyca Ziunka?
– Będziemy planować takie wydarzenia. Mieliśmy ogólnie rozmawiać z panem Tomaszem Salskim i panem Hubertem Hoffmanem na temat właśnie takiego zgrania. Nie wiem czy meczu pokazowego, ale czegoś na pewno.

Kończąc już – czego możemy życzyć sekcji koszykarek w tym procesie odbudowy i kiedy możemy spodziewać się 31 medalu w historii sekcji?
– Ja życzyłbym sobie, żeby ten medal pojawił się już. Ale nie da rady. A czego można życzyć? Przede wszystkim wytrwałości, cierpliwości i pokory.

To na sam koniec pytanie podpucha. Ważniejsze jest wychowywanie młodzieży czy sukcesy drużyny seniorskiej?
– Dobre pytanie. Nie mając młodzieży nie zbudujemy klubu. Bez fundamentów i pracy z dziećmi nie da rady w przyszłości. Trzeba mieć ten stały fundament.

fot. Łukasz Żuchowski