Relacja z wyjazdu do Krakowa

Na Garbarni melduje się 225 fanatyków ŁKS-u.

Po 3 miesiącach znowu czekał nas wyjazd do Krakowa na Garbarnię, która tak jak my, również awansowała do 1 ligi z tym, że udało im się to dopiero po barażach. Od nowego sezonu Garbarnia swoje mecze jako gospodarz gra na stadionie Wisły i tam nam przyszło jechać na trzeci w tym sezonie wyjazd. Dostaliśmy tylko 200 biletów a zainteresowanie w naszych szeregach, co było do przewidzenia, było dużo większe. Zapisy odbyły się na meczu ze Stomilem i szybko się skończyły. Zeszła cała pula biletów.

Zbiórka tradycyjnie na ŁKS-ie skąd ruszyliśmy na wyjazd. Niestety przed Częstochową, w znanym już i wkurwiającym ze względu na korki zwężeniu drogi, 2 nasze auta uczestniczyły w niedużym karambolu i nie nadawały się już do dalszej jazdy. Poza tym wydarzeniem droga do Krakowa przebiegła spokojnie. Pod stadionem Wisły byliśmy na około 40 minut przed meczem. Wejście było sprawne i bezproblemowe. Tak więc przed pierwszym gwizdkiem wszyscy chętni by obejrzeć mecz byli już na sektorze.

Powiesiliśmy flagę „ŁKS Łódź” oraz „Artur trzymaj się”. Doping prowadziliśmy z przerwami. Najlepszy był po dwóch bramkach w pierwszej połowie. Jak się potem okazało, te dwie bramki nie wystarczyły do osiągnięcia chociażby remisu i następny mecz, który powinien zostać wygrany, tym razem zakończył się bez żadnej zdobyczy punktowej. Pod koniec meczu dojechała załoga z jednego z uszkodzonych pod Częstochową aut i ostatecznie w Krakowie zameldowaliśmy się w 225 osób, z czego 20 nie wchodziło na mecz. W tej liczbie było 2 fanów Lecha oraz gościnnie 5 fanów Cracovii. Po meczu piłkarze podeszli do nas, świętowania nie było. Mamy jednak nadzieję, że w końcu zaczną grać nie tylko efektownie, ale też i efektywnie.

Niedługo potem zostaliśmy wypuszczeni ze stadionu. Wsiedliśmy do swoich środków transportu i po kilkunastu minutach otworzyli bramę parkingową i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona spokojna, bez przygód i po 23-ej wyjazd do Krakowa zakończył się.