Relacja z wyjazdu do Kielc

Na ostatnim wyjeździe na długi czas pojawia się 385 ełkaesiaków.

Drugi raz w tym sezonie przyszło nam jechać na wyjazd w poniedziałek. A czy to poniedziałek, czy też inny dzień powszedni, to wiadomo że trzeba się nakombinować by wziąć wolne w robocie itp. ale wyjazd to rzecz święta. Na szczęście nie było daleko więc wiele osób mogło pogodzić pracę z wyjazdem. 

Ostatecznie do Kielc przyjechaliśmy w 385 głów. W tej liczbie było 9 fanów Cracovii oraz po 1 ziomku z Lecha i Zawiszy. Podróż przebiegała spokojnie i na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem zameldowaliśmy się pod stadionem. Z wejściem na kielecki obiekt od naszej ostatniej wizyty (jesień’11) niewiele się zmieniło. Było powolne i ostatnie osoby na sektorze zameldowały się w 35 minucie meczu. Wtedy też zaczęliśmy doping. Na sektorze zawisły flagi „Rycerze Wiosny” oraz z pozdrowieniami dla „Nowego”, „Pieprza” i Artura. Kilka flag PDW przywieźli też Cracusy. W drugiej połowie jechaliśmy z dopingiem cały czas, ale mimo tego że prowadzący dwoił się i troił, tych konkretnych momentów nie było za wiele. Dużo lepiej z tym było w Gdyni. Po dobrym meczu z Zagłębiem liczyliśmy, że piłkarze pójdą za ciosem i z Kielc wywiozą kolejne punkty. Tymczasem byliśmy świadkami kolejnej żenady na murawie i po końcowym gwizdku chyba już tylko niepoprawni optymiści wierzą, że ten sezon zakończymy utrzymaniem. Mimo tego po meczu jak podeszli pod nas sektor, poszło „czy wygrywasz czy nie…”. Wszak mimo wkurwienia nieważne w której lidze to cały czas wspieramy. Około pół godziny po meczu otworzyli bramy i udaliśmy się do swoich środków transportu. Chwilę potem ruszyliśmy w drogę powrotną, która przebiegła spokojnie. 

Trzeci w tym roku wyjazd przeszedł do historii. Do końca sezonu pozostało nam jeszcze ich 6: 2 w sezonie zasadniczym i 4 w grupie spadkowej. Jednak na tą chwilę nikt nic nie wie, kiedy i gdzie jeszcze pojedziemy, gdyż z powodu sraczki związanej z koronawirusem zarządzono, że wszystkie mecze ekstraklasy do odwołania mają odbyć się bez publiki. Miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo.